Okładka pierwszego odcinka podcastu Wyspy Owcze bez tajemnic

#3 Subiektywnie o atrakcjach turystycznych Wysp Owczych, cz. 1

22 marca 2021

W trzecim odcinku bierzemy na warsztat topowe farerskie atrakcje turystyczne. Będziecie mogli posłuchać naszych subiektywnych opinii m.in. na temat odwiedzenia królestwa maskonurów – Mykines, dowiecie się czy warto zdecydować się na rejs wzdłuż klifów Vestmanna oraz które farerskie wioski są na naszej liście obowiązkowych atrakcji Wysp Owczych. Będzie dużo miodu, ale też trochę dziegciu, więc chętnie poznamy Wasze zdanie na temat omawianych miejsc. Zapraszamy!

Wysłuchaj na:


Transkrypcja odcinka

Specjalne podziękowania za transkrypcje dla Barbary Nowickiej!

Cześć! Ja jestem Łukasz Łach i prowadzę Klub Miłośników Wysp Owczych FAROE.PL, a to jest podcast Wyspy Owcze Bez Tajemnic, gdzie wraz z Kingą Eysturland z facebookowego profilu Polonia Farerska opowiadamy o najbardziej tajemniczym archipelagu w Europie. Zapraszamy!

[ŁŁ] Dzień dobry! Witamy wszystkich serdecznie w trzecim odcinku naszego podcastu Wyspy Owcze Bez Tajemnic. Witają Was…

[KE] Kinga Eysturland 

[ŁŁ] I Łukasz Łach. Bardzo nam miło! Dzisiaj będziemy podejmować temat, wydaje nam się, że dość ciekawy, szczególnie przed rozpoczynającym się wkrótce letnim sezonem. Miejmy nadzieję, że wpuszczą nas na Wyspy Owcze. Mocno w to wierzymy! Dzisiaj będziemy mówić subiektywnie o największych atrakcjach turystycznych na archipelagu i opowiemy Wam też o naszych doświadczeniach, o naszych wrażeniach z tego miejsca i chyba będziemy mieć w niektórych przypadkach różne zdanie, prawda Kinia? Co sądzisz?

[KE] Myślę, że tak i bierzemy tutaj na warsztat sztandarowe farerskie miejscówki, także nie będzie tutaj żadnego secret levelu. Będą same topowe atrakcje, także na pewno jeżeli wybieracie się na Wyspy Owcze po raz pierwszy to w te miejsca będziecie kierować swoją uwagę i dlatego chcemy o tym porozmawiać, powiedzieć Wam czy warto, jak sami czuliśmy się w tych miejscach, czy one nas rozczarowały, czy zachwyciły. Tak więc zapraszamy na nasz subiektywny przegląd topowych farerskich miejscówek.

[ŁŁ] I od razu zaczynamy od Mykines! Mykines czyli największa, chyba najbardziej znana wyspa, która wszystkim, którzy szukają jakichkolwiek informacji o Wyspach Owczych, na pewno pozytywnie się kojarzy, dlatego że wpisując “Wyspy Owcze” w wyszukiwarkę pokazują się foty z wysp, właśnie z wyspy Mykines. To jest ptasi raj, miejsce przepiękne pod wieloma względami, nie tylko największa kolonia maskonurów na Północnym Atlantyku, ale też niesamowite, niesamowite wybrzeże, piękne krajobrazy, widok na ogon wysp południowych, niesamowita latarnia, mnóstwo ciekawych rzeczy. Zresztą samą atrakcją jest w ogóle dostanie się na Mykines, rejs łódką gdzie przepływa się koło Tindhólmur. Niesamowite wrażenie! Dobrze, to może zacznę tym razem ja, Kiniu [śmiech], bo to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc. Chociaż mój stosunek do Mykines się troszeczkę zmienił, bo kiedy pierwszy raz byłem na Mykines, a byłem w 2008 roku, czyli podczas mojego drugiego wyjazdu na Wyspy Owcze, doświadczałem to miejsce praktycznie, może nie w pojedynkę, bo byłem wtedy z dwoma przyjaciółmi, byliśmy w trzech i byliśmy jedynymi turystami tam na miejscu, więc obraz tego miejsca był zupełnie, zupełnie inny. Teraz, kiedy Wyspy Owcze postawiły jednak na turystykę i przemysł turystyczny, można powiedzieć, wybuchł to to miejsce wygląda zupełnie inaczej i możecie się spodziewać, będąc na Mykines, że będziecie doświadczać tej wyspy z 300 innymi turystami i to już jest zupełnie, zupełnie inny odbiór. Zresztą przez to, że to miejsce stało się tak popularne wprowadzono szereg ograniczeń, które też chyba niezbyt pozytywnie wpływają na odbiór tego miejsca, ale wszystko po to, żeby je chronić bo turystów jest naprawdę bardzo, bardzo dużo. Po pierwsze została wprowadzona opłata za wejście na szlak, która w tym momencie wynosi 250 koron. Po drugie nie można swobodnie przemieszczać się po Mykines, można chodzić tylko i wyłącznie wyznaczonymi szlakami, no i to też chyba w jakiś sposób niefajne. Niefajne z mojej perspektywy, bo wiem jak to wyglądało kiedyś. Ale miejsce jest na pewno warte odwiedzenia, bo to nie tylko, tak jak powiedziałem, niesamowite miejsce, żeby obserwować maskonury, które są na wyciągnięcie ręki. Islandia jest pod tym względem przereklamowana, można powiedzieć, że Islandia zabrała maskonury Wyspom Owczym, nie sądzisz?

[KE] Tak, zgadzam się!

[ŁŁ] Ale to nie tylko maskonury, bo są tam też głuptaki i to jedyne miejsce na Wyspach Owczych gdzie gniazdują głuptaki. To są bardzo duże ptaki o białym umaszczeniu, które w niektórych miejscach szybują na wysokości Waszych oczu. Więc warto odwiedzić to miejsce pod wieloma, wieloma względami i nie widzę, mimo że turystów jest dużo, kontrargumentu dla tej decyzji. Co ty o tym sądzisz?

[KE] Zgadzam się z Tobą, ty zresztą jesteś takim ekspertem od Mykines, ja nie znam drugiej osoby, która by w sezonie turystycznym była tam częściej, niż ty. Jesteś na Mykines praktycznie co tydzień i ja byłam na Mykines zaledwie trzy razy w życiu. Dla mnie, jeżeli chodzi o jakiś minus, jeśli mogę tutaj jakąś ciemną stronę Mykines przywołać, to jest to wyspa dosyć dla mnie ciężka kondycyjnie. Ja jednak, jako osoba zmagająca się z nadwagą uważam, że pokonanie tych wszystkich najpierw stopni z portu do wioski a następnie jeszcze podejście pod górkę, żeby wejść na szlak do latarnii, potem dojście do latarnii, no to przyznam, że jest to dla mnie wyzwanie kondycyjne. Dlatego osoby, które nie są w pełni mobilne, poruszają się o kulach, czy mają jakieś problemy natury kondycyjnej powinny się zastanowić czy Mykines to jest impreza dla nich. Ja szczerze mówiąc najmilej wspominam taki wypad na Mykines kiedy lecieliśmy helikopterem na Mykines i wtedy już to podejście z portu do wsi miałam zaliczony. Natomiast zgadzam się, że maskonury są fantastyczne, na wyciągnięcie ręki i też jeszcze pamiętam Mykines z czasów kiedy nie było tam tak dużo ludzi. Niestety liczba turystów już dawno, dawno przerosła liczbę stałych mieszkańców, co jest oczywiście bardzo przykre, no ale na pewno jest to wyspa, którą trzeba odwiedzić. Pamiętajmy tylko, żeby nie odwiedzać Mykines w ostatni dzień naszego pobytu na Wyspach Owczych, ponieważ może się zdarzyć, że tam utkniemy, no i wówczas nie zdążymy na nasz samolot powrotny na kontynent.

[ŁŁ] Dokładnie tak! Mykines może być pułapką, dlatego że nigdy nie ma pewności, że łódka, która Was przywiezie na Mykines też po Was wróci. To wszystko zależy od pogody i na dobrą sprawę nie ma sposobu, żeby sensownie to sprawdzić, żeby wsiadając na łódkę mieć pewność, że łódka po Was wróci. Odnosząc się do tego, co powiedziała Kinga, do kwestii kondycyjnych, na pewno szlak z samej miejscowości do latarnii zajmuje około 1,5 godziny, jeżeli się nie zatrzymujecie, a nie jesteście w stanie się nie zatrzymywać, dlatego że tam cudownych miejsc jest mnóstwo. To jest około 500 metrów przewyższenia, tak to chyba trzeba liczyć, więc jest to jakiś wysiłek i chyba nie polecam tej trasy dla rodzin z małymi dziećmi, z takimi, które już same się poruszają i które same miałyby pokonać ten szlak, może nie ze względu na odległość, ale ze względu na trudności techniczne, bo jednak jest tam troszeczkę takich zejść dziwnymi schodkami. To na pewno może być trudne, ale bez względu na wszystko Mykines to jest top topów i to jest miejsce, które trzeba, trzeba odwiedzić.

[KE] I pamiętajmy, żeby do latarni nie iść w klapkach, ani w tenisówkach.

[ŁŁ] Zdecydowanie! Ok! Numer dwa – Vestmanna. Wycieczka wzdłuż klifu Vestmanna, obok Mykines, chyba jest taka marketingowo bardzo mocno wypromowana i rzeczywiście widać ją wszędzie, w każdym przewodniku jest jakaś wklejka o klifach Vestmanna. Moim zdaniem jest to bardzo przereklamowany temat, ale Kiniu, może tym razem ty zaczniesz? Co ty na ten temat sądzisz?

[KE] Ja myślę, że Vestmanna jako miasteczko stało się taką mekką polskich turystów po tym jak miejsce akcji akcji umieścił tam Remigiusz Mróz w swojej trylogii, którą pisał pod pseudonimem Ove Løgmansbø i podejrzewam, że czytelnicy tej trylogii chętnie do Vestmanny przybędą, żeby znaleźć chociażby miejsca w których działa się akcja powieści. Natomiast miasteczko, główną atrakcję jaką próbuje sprzedać, jest wspomniany przez Ciebie rejs wzdłuż klifów i powiem Ci, że kiedy pierwszy raz wybrałam się sama na ten rejs byłam zachwycona. To rzeczywiście było takie unikalne przeżycie, w pewnym momencie wręczono nam nawet kaski, stateczek zapływał w skalne labirynty, klify rzeczywiście wystrzeliwały na pół kilometra do góry i szyja mnie bolała od tych wszystkich pięknych widoków. Jednak niestety masowa turystyka zniszczyła urok tej atrakcji, klifów, w tej chwili łódki są przepełnione ludźmi, ciężko znaleźć miejsce na otwartym pokładzie, więc zdarza się, że jesteśmy zmuszeni wręcz siedzieć w kokpicie nawet wbrew własnej woli, bo na deku nie ma się zupełnie gdzie podziać. Poza tym cena wycieczki z roku na rok systematycznie wzrasta, na dzień dzisiejszy to już jest coś koło 300, 325, 330 koron a ja jeszcze pamiętam cenę koło 250 koron. Odnoszę wrażenie, że nie liczy się już sam produkt ale liczy się po prostu obdzieranie turystów z zasobów gotówkowych.

[ŁŁ] Postrzegam to bardzo, bardzo podobnie. Może nasze postrzeganie tego wszystkiego wynika z naszego doświadczenia, bo jednak widzimy jak ten produkt turystyczny ewoluował na przestrzeni lat i kiedy miałbym porównywać czasy obecne z tym jak było kiedyś, no to ocena jest druzgocąca. Mój pierwszy raz na Vestmanna był w to 2006 rok i płynąłem jeszcze starą farerską rybacką łodzią i to było niesamowite, dlatego że ta mała łódka była w stanie się wcisnąć w każdy labirynt i to było nie tylko niesamowite wrażenie estetyczne, ale też każdy z nas czuł się jak odkrywca na tej łódce, bo wpływaliśmy do jakiś jaskiń… To było niesamowite przeżycie! Pamiętam, że wtedy mocno poczułem, że wrócę na Wyspy Owcze, bo wyszła tęcza, to było takie romantyczne, wyszła moja natura, której nie znałem i było naprawdę spoko. 

[KE] Muszę jeszcze powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, chyba tych tour-operatorów zjada już trochę rutyna, mianowicie można wyczuć, że te wszystkie opowiadane historie są już mówione automatycznie, że tak naprawdę to ten kapitan myśli o zupełnie czym innym, o tym co będzie jadł na obiad a tu już leci z opowieścią na takim autopilocie. Po drugie, zdarza się niestety, że oni wypływają w złą pogodę i tak jak ty miałeś szczęście, że była tęcza i stan morza był dobry, to na przykład nasz znajomy z Armenii skończył kiepsko, ponieważ wymiotował na pokładzie, był sztorm i mimo wszystko kapitan zdecydował się wyruszyć licząc na to, że jak będą płynąć blisko brzegu to przechyły będa mniejsze. Tak się jednak nie stało. Uważam, że to jest jednak stawianie własnych korzyści nad dobrem turystów.

[ŁŁ] Powiem tak, to jest również mój największy zarzut w stosunku do nich, bo rzeczywiście bardzo, bardzo mocno czuć komercyjne podejście do tego tematu i całkowicie pozbyli się troski o klienta. Bardzo często doświadczam sytuacji, kiedy wsiadamy na łódkę i nie informują nikogo, że zmienili plany. I rzeczywiście w swoich Terms & Conditions mają to zapisane, że nie muszą nikogo informować i mogą nawet w trakcie rejsu podjąć decyzję o zmianie kierunku. Mam wrażenie, że większość turystów nie ma świadomości o tym, że nie płynie na klify Vestmanna, dlatego, że on już na samym początku wiedzą, że na te klify nie popłyną, tylko nie raczą nikogo o tym poinformować, dlatego że w takim przypadku ludzie mogliby żądać zwrotu pieniędzy. Mogliby, czuliby, że mogliby, ale zgodnie z warunkami sprzedaży tej usługi, by nie nie mogli, więc na pewno byłby pewnego rodzaju hejt. To jest strasznie rozczarowujące, kiedy płyniesz i okazuje się, że nie płyniesz na klify tylko płyniesz na Palec Wiedźmy, i bądźmy szczerzy, to jest ładne miejsce ale nie jest tak spektakularne jak klify Vestmanna i wycieczka trwa dużo, dużo dłużej. Płyniesz po prostu około 45 minut, czy nawet godziny po to żeby zobaczyć Palec Wiedźmy, co zajmuje 5 minut i potem znowu 50 minut wracasz. Absolutnie ta sytuacja nie jest warta tych pieniędzy i tego wszystkiego.

[KE] Jasne! A przy tym podejście organizatora świadczy o tym że jako klienci powinniśmy zignorować tę ofertę. Tym bardziej, że w zeszłym sezonie rozmawialiśmy o tym, że super zamiennikiem jest wycieczka do jaskiń na Hestur, gdzie również jesteśmy blisko klifów na Hestur, one robią równie piorunujące wrażenie i jest to dobry substytut Vestmanny.

[ŁŁ] Zdecydowanie! Wycieczka RIBem, pozdrawiamy z tego miejsca naszego kolegę Sigmunda, właściciela firmy RIB 62! Zdecydowanie! To jest wycieczka, która nie tylko daje Wam wrażenia estetyczne, ale też niesamowitą dawkę adrenaliny, a jak wiemy zdarzają się czasem bliskie spotkania z orkami. Niesamowita, niesamowita sprawa! Może kiedyś będzie okazja na ten temat porozmawiać w innym odcinku. Dobrze! Miejsce numer trzy! Miejsce numer trzy to jezioro.

[KE] Jezioro Sørvágsvatn, zwane Leitisvatn

[ŁŁ] Ja tutaj w tym miejscu się zatrzymałem nie chcą rzucić się na wymowę tego miejsca, bo już od poprzedniego odcinka wiecie, że z wymową mam problem… a Kinia lubi mnie w takich momentach punktować. [śmiech] [KE] Dlatego chciałam, żebyś uniknął tego upokorzenia i tutaj szybkie wyjaśnienie, skąd te dwie nazwy funkcjonujące w obiegu. Mianowicie mieszkańcy wsi Sørvágur nazywają jezioro Sørvágsvatn a mieszkańcy Miðvágur mówią na nie Leitisvatn.

[ŁŁ] I to miejsce uchodzi również przez wielu za pocztówkowe, za wyjątkowe i pod wieloma względami obiektywnie rzecz biorąc jest wyjątkowe, bo to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie ze słodkowodnego jeziora wprost do oceanu wypływa wodospad. I chociażby z tego faktu miejsce jest wyjątkowe. Zresztą też zapisało się w historii, bo właśnie z tego miejsca kiedy Brytyjski Korpus Ekspedycyjny w Operacji “Valentine” w 1940 roku wylądował na Wyspach Owczych to stamtąd startowały łodzie latające, które patrolowały Atlantyk i w tamtej okolicy wybudowano później lotnisko. Chcemy Wam opowiedzieć o tym jako atrakcji turystycznej i przyznam, że ja nie jestem zwolennikiem tego miejsca. Nie jestem zwolennikiem szczególnie teraz, kiedy wejście na ten szlak jest płatny, kosztuje 200 koron i moim zdaniem ta cena jest niewspółmierna do tego, co tam otrzymujecie pod względem estetycznym. Szlak trwa około 1,5 godziny, jest płaski, nieskomplikowany, dochodzi się do miejsca z którego prawie widać ten wodospad, ale nie do końca go widać. Najlepiej go widać z helikoptera albo od strony oceanu. Ciekawym miejscem, zaraz obok wodospadu , jest Skała Niewolników.

[KE] Skała Niewolników nie jest obok wodospadu, ona jest troszeczkę przed wodospadem, to jest Trælanípa…

[ŁŁ] …tak, w okolicy…

[KE] …z której zrzucano niewolników i to jest chyba jedyne miejsce, do którego trzeba się troszeczkę namęczyć, żeby podejść, więc jest to miejsce gdzie można złapać lekką zadyszkę. Natomiast tak jak mówisz, szlak jest stosunkowo prosty i mówię to nawet ja, osoba, która nienawidzi chodzić po górach. Wstyd się przyznać, ale ja również wybrałam się tam dopiero w zeszłym sezonie, kiedy nie było turystów, szlak był wówczas bezpłatny i szczerze mówiąc podobnie jak ty byłam trochę rozczarowana. Na pewno nie uznałabym jeziora za topową atrakcję Wysp Owczych, a często znajduje się ono w Top 3 albo Top 5. Uważam, że jest to miejsce zupełnie niezasłużone. Oczywiście przy słonecznej, ładnej pogodzie jezioro wygląda pięknie, można na nim kajakować, także na pewno jest to atrakcja również dla miejscowych. Może jeszcze kilka słów o wodospadzie, który rzeczywiście stwarza intrygujące złudzenie optyczne, zwłaszcza kiedy widzimy jezioro, wodospad i ocean z helikoptera, natomiast nie jesteśmy w stanie zobaczyć wodospadu z Vágar. Możemy dojść do miejsca załamania wody, ale samej kaskady nie zobaczymy, co również było dla mnie rozczarowaniem.

[ŁŁ] Przyznam, że z całej tej wycieczki, gdzie podeszliśmy pod wodospad i podeszliśmy pod Skałę Niewolników, to co mi najbardziej utkwiło w pamięci to to, że była możliwość położenia się na krawędzi klifu. Położyliśmy się na krawędzi klifu wychylając tylko głowę i to rzeczywiście robiło niesamowite wrażenie. Tym bardziej, że rok, czy dwa lata przed moją wizytą w tamtym miejscu paru chłopaków, chyba z Włoch, rozwiesiło liny na tych skałach i przechodzili po nich z jednej strony na drugą z tyczką balansującą. 

[KE] Tak, tak! Nie wiem, czy to nie byli Holendrzy i film z ich wizyty można zobaczyć na Youtube, nazywa się “Dreamwalkers”.

[ŁŁ] Ciekawe! Wiecie, nasza perspektywa może być w jakiś sposób wypaczona, bo mamy już Wyspy Owcze trochę wyeksplorowane i naszym zdaniem są miejsca, które są dużo piękniejsze, nic nie kosztują i może z tego powodu taka nasza ocena tego miejsca, tego jeziora. Dobrze! Jedziemy dalej! Teraz moje ukochane Gjógv.

[KE] Jak pięknie wymówiłeś! Od razu daję Ci piątkę z plusem z fonetyki! 

[ŁŁ] To ja sobie dopisuję w takim razie w moim dzienniczku. [śmiech] Ja nie będę obiektywny, jeśli chodzi o Gjógv, bo Gjógv to jest takie miejsce, które podczas moich pierwszych wyjazdów było moją bazą wypadową. Miejsce do którego może zimą trudno się dostać, bo jest w okolicy najwyższej góry na Wyspach Owczych i ta droga prowadząca do Gjógv jest wąska i jeszcze maju bywa zaśnieżona, co jest bardzo dużym niebezpieczeństwem bo jadąc w maju na Wyspy Owcze dostaje się samochód bez zimowych opon i tam może być problem bo tam są alpejskie serpentyny. Piękne miejsce z wielu względów, nie tylko ciekawa architektura. Oczywiście w samym Gjógv jest też gjógv , czyli taka forma erozyjna, która akurat w tym miejscu na największe rozmiary, a takich form erozyjnych na Wyspach Owczych możemy spotkać w wielu miejscach, jest ich ponad 300 i jest to w niektórych miejscach wąwóz a tutaj przyjęło to formę bardzo głębokiej zatoki, która kiedyś była portem, a teraz bardziej służy za miejsce spotkań kulturalnych. W Gjógv jest też niesamowity punkt widokowy, łatwo dostępny stojąc frontem do oceanu, po lewej stronie idzie się już przygotowanym dzięki wolontariuszom w ramach akcji “Zamykamy Wyspy Owcze dla Turystyki, Otwieramy dla Wolontariuszy” przygotowano tam schody. Piękne miejsce, wchodzi się na klif o wysokości około 200 metrów. W zeszłym roku były tam maskonury i to było zaskoczenie, bo odkąd jeżdżę na Wyspy Owcze, tam maskonurów nigdy nie było ale w zeszłym roku się pojawiły. To jest też ciekawe miejsce do obserwacji głuptaków. Głuptaki, tak jak powiedzieliśmy opowiadając o Mykines, bo one gniazdują na Mykines, ale polują na całym archipelagu. Z Mykines na Gjógv jest około 50 km, więc chłopaki i dziewczyny lecą 50 km na obiad i później wracają z powrotem. Miejsce jest absolutnie fenomenalne, warte odwiedzenia chociażby po to żeby po prostu posiedzieć sobie na ławeczce, która jest przy samym oceanie z fenomenalnym widokiem na przeciwległą wyspę Kalsoy i tam też dość dokładnie widać, że Wyspy Owcze są pochodzenia wulkanicznego. Miejsce cudowne! Czy jesteś w stanie wrzucić jakąś rysę w ten obraz? Chyba nie, prawda? [śmiech] [KE] Jedyną rysą jaka przychodzi mi do głowy jest po raz kolejny masowa turystyka i stopień zadeptania tego miejsca. Pamiętam Gjógv z czasów kiedy byłam jedyną osobą w szczelinie i przyjeżdżałam do wsi gdzie były dwa, trzy auta. W tej chwili, niestety, przyjeżdżając do Gjógv możemy się spodziewać dziesięciu autokarów i stu samochodów z wypożyczalni. W szczelinie jest zazwyczaj mnóstwo osób. Chyba jedynym plusem tej masowej turystyki jest to, że pojawiła się w pobliżu niewielka kafejka, więc można się zaopatrzyć w gofra, kawę a wcześniej nie było w ogóle takiej infrastruktury, więc to jest jakiś plus. Na pewno Gjógv jest bardziej magiczne, kiedy można podziwiać je w samotności. Notabene w ramach inicjatywy Summartónar, czyli Letnie Dźwięki, od czasu do czasu odbywają się we wspomnianej szczelinie koncerty, ponieważ panuje tam bardzo dobra akustyka. Jeżeli będziecie mieli okazję zejść w głąb szczeliny polecam coś zaśpiewać i zobaczyć jak pięknie niesie się dźwięk.

[ŁŁ] Czyli zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia.

[KE] Zdecydowanie! WIdzę, że się rozmarzyłeś.

[ŁŁ] Rozmarzyłem się, bo myślę, że jednak z naszej wypowiedzi dość mocno przebija się to, że jesteśmy rozczarowani zjawiskiem overtourism, które widać na Wyspach Owczych. Jak rozmawiam z turystami,którzy jeżdżą na moje wycieczki, oni tego nie sygnalizują, czyli oni nie mają tej perspektywy, bo są tam po prostu pierwszy raz. Ja mogę mieć tą perspektywę, bo pamiętam, i ty również pamiętasz te miejsca z innych czasów, ale na Wyspach Owczych chyba jesteśmy jeszcze przed peakiem ilości turystów. Nie można tego w żaden sposób porównać z Islandią, więc to jeszcze nie jest ten etap, ale na pewno do niego zmierzamy i niedługo on nastąpi. Dobrze! Lecimy dalej! Jesteśmy w tym momencie…

[KE] Jesteśmy w Tjørnuvík!

[ŁŁ] Jesteśmy w Tjørnuvík. Pozycja numer 5. Miejsce jest urocze, tak bym powiedział. Nie mogę powiedział, że wracam tam mocno podekscytowany, że to miejsce onieśmiela mnie swoją urodą, ale dużo tam zawsze przeżywam, zawsze coś mnie tam zaskoczy i to jest miejsce magiczne na swój sposób. Głęboka zatoka… Kinia, może opowiesz o tym miejscu? Jak ty je postrzegasz?

[KE] Zgadzam się, ponieważ ja akurat kocham Tjørnuvík. Jest to jedno z moich ukochanych miejsc na Wyspach Owczych, pomimo, że jest bardzo turystyczne, to uwielbiam tam przyjeżdżać. Mówimy o północy wyspy Streymoy i tak naprawdę na końcu dosyć krętej wąskiej drogi znajduje się niewielka osada, na dzień dzisiejszy mieszka tam 50 osób, wioska jest bardzo kompaktowa. Znajduje się tam przepiękna wulkaniczna plaża z szaro-czarnym piaskiem. W cieplejsze dni można zobaczyć tam Farerów, którzy się kąpią, moczą nogi, dzieci bawią się w piasku. Prawdziwa Majorka!

[ŁŁ] A w zimne dni surferów w piankach!

[KE] To prawda, to prawda! Tam podobno w  Tjørnuvík są fantastyczne fale, dlatego surferzy odziani w ciepło szczelne pianki z przyjemnością surfują na tamtejszych falach. Uwielbiam  Tjørnuvík, uważam, że jest to jazda obowiązkowa dla każdego, kto przyjeżdża na Wyspy Owcze. Warto zatrzymać się również na foto-stop w zatoczce przed zjazdem do Tjørnuvík, zrobić zdjęcie wsi z góry, kiedy wygląda ona bardzo dramatycznie. Bonusem jest jeszcze to, że stojąc na plaży w  Tjørnuvík możemy w oddali zobaczyć dwa ostańce, iglice abrazyjne Risin i Kellingin, czyli Wiedźma i Olbrzym, które znajdują się przy brzegach wyspy Eysturoy, ale jest to na pewno taka pocztówkowa panorama.

[ŁŁ] Ja zachęcam do tego, żeby ten obraz był jeszcze głębszy i żeby dodać jeszcze kolejną warstwę tego wszystkiego, polecam Wam wejść na szlak, może tylko wejść, nie pokonywać go bo to dla zaawansowanych jak najbardziej, szlak między Tjørnuvík a Saksun. Można na niego wejść a wtedy pojawia się perspektywa miejscowości, plaży, zatoki i dwóch ostańców, o których wspominała Kinga. Przecudownie to wygląda, szczególnie w słoneczną pogodę, a słonecznej pogody, jak wszyscy wiemy na Wyspach Owczych jest w bród [śmiech], więc warto jest się na to pokusić. Dla mnie to miejsce jest dosyć szczególne, bo pamiętam jedna z pierwszych książek, jaką przeczytałem o Wyspach Owczych, Tim Severin “Podróż Brendana”. Zachęcam! To było miejsce, gdzie Tim Severin ze swoją załogą przybił po raz pierwszy na Wyspy Owcze, do tej zatoki. Dobrze! Słuchajcie, lecimy dalej! Byliśmy w Tjørnuvík, tym razem Saksun. Saksun, o którym…

[KE] Zostajemy na Streymoy!

[ŁŁ] …cały czas dzielimy w gruncie rzeczy 8 kilometrów górami i jesteśmy po drugiej stronie grzbietu i jesteśmy w Saksun, o którym opowiadaliśmy w zeszłym odcinku w aspekcie Szalonego Farmera, który nie może się pogodzić z masową turystyką. Saksun jest magiczne! Moja fascynacja Wyspami Owczymi, która zaczęła się przed komputerem, przed monitorem, to była fascynacja zbudowana galerią zdjęć Czecha, który nazywa się Franciszek _________ i on miał zrobione trzy galerie na Wyspach Owczych: z Saksun, z Mykines i z Kalsoy, z Trøllanes. Tak to się wymawia?

[KE] Trøllanes.

[ŁŁ] Trøllanes [śmiech] Ja mam swoje nazwy dla wszystkich farerskich miejscowości. Miejsce przepiękne, stara farma, budynki kryte trawą, zatoka, która kiedyś była portem, teraz już nie pełni takiej funkcji, otoczona wysokimi górami. Przecudowne miejsce! Oczywiście trochę zniszczone przez masową turystykę, ale też trochę zniszczone walką Farmera, który nie może się pogodzić z tą masową turystyką, który robi wszystko, żeby te widoki oszpecić. W miejscu, gdzie naprawdę mamy piękny niesamowity kadr, on nawrzucał różnych maszyn rolniczych, żeby to tylko spaskudzić. Pomimo tego nie jest w stanie tego spaskudzić, bo to zawsze wygląda po prostu pięknie. Warto jadąc do Saksun zatrzymać się w kilku miejscach. Z jednej strony warto pójść powyżej miejscowości, gdzie otwiera się niesamowity kadr na zatokę, na wyjście z zatoki, na niesamowitą architekturę, na zieleń otaczających gór i wodospady. Z drugiej strony warto pójść troszeczkę w kierunku szlaku do Tjørnuvík, tam jest wielki wodospad i można zobaczyć wyjście z zatoki na ocean i to też robi niesamowite wrażenie. I chyba warto też pójść do plaży, prawda?

[KE] Zdecydowanie, zdecydowanie! Chociaż w tej chwili zejście do plaży jest płatne, od 2 lat bodajże, 75 koron jeszcze niedawno wynosiła opłata, podejrzewam, że może zdrożeć w nadchodzącym sezonie. Natomiast ja również podzielam Twój entuzjazm Saksun. Jest to co prawda jest z najbardziej obfotografowanych miejsc i trudno zrobić tam unikalne, odkrywcze zdjęcie, no ale mimo wszystko Saksun to też jest jazda obowiązkowa, więc odwiedzając Tjørnuvík, odwiedzając Gjógv do Saksun zajechać na pewno warto. Jeszcze taka ciekawostka! Nigdzie na Wyspach Owczych nie jesteśmy dalej niż 5 kilometrów od oceanu i te 5 kilometrów znajduje się właśnie na drodze do Saksun, między Saksun a Streymnes.

[ŁŁ] Właśnie! Dlaczego pominąłem tą drogę, a droga jest naprawdę niesamowita. To jest najdłuższa polodowcowa dolina na Wyspach Owczych, która ma ponad 11 kilometrów długości, U-kształtna, w tej dolinie jest poprowadzona droga, płynie rzeka. Magicznie to wygląda! Polecam tam odpowiednią muzykę i to wszystko sprawia niesamowite wrażenie. Mieliśmy w planach dziesięć miejsc, opowiedzieliśmy wam o sześciu, ale mówimy już pół godziny, więc będziemy powoli kończyć a tym samym zapraszamy Was do części drugiej tego zestawienia. W tym momencie w takim razie kończymy i zapraszamy Was na kontynuację naszych rozważań już za dwa tygodnie. Jeszcze raz dzięki i do usłyszenia!

[KE] Vit hoyrast!

[ŁŁ] Do usłyszenia! Hej! Pa pa!

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments