podcast okładka 10

#10 | 18 Końców Świata – Fugloy

9 listopada 2021

Niniejszym odcinkiem rozpoczynamy cykl „18 Końców Świata”, w którym będziemy przybliżać Wam każdą z farerskich wysp. Opowiemy Wam sporo anegdot i interesujących smaczków znanych jedynie mieszkańcom archipelagu. Podzielimy się także sporą dawką wiedzy praktycznej, co na każdej z wysp zobaczyć czy przeżyć.  Nie zabraknie oczywiście opowieści o naszych przygodach i doświadczeniach, którymi tak bardzo lubimy się dzielić 🙂
Zapraszamy !

Wysłuchaj na:


Transkrypcja odcinka

Specjalne podziękowania za transkrypcje dla Barbary Nowickiej!

Cześć! Ja jestem Łukasz Łach i prowadzę Klub Miłośników Wysp Owczych FAROE.PL, a to jest podcast Wyspy Owcze Bez Tajemnic, gdzie wraz z Kingą Eysturland z facebookowego profilu Polonia Farerska opowiadamy o najbardziej tajemniczym archipelagu w Europie. Zapraszamy!

[ŁŁ] Witamy w kolejnym odcinku podcastu Wyspy Owcze Bez Tajemnic! Wymyśliliśmy sobie z Kingą, że będziemy Wam opowiadać o każdej z farerskich wysp. Opowiemy o naszych przygodach na tej wyspie, opowiemy o tej wyspie, opowiemy co jest na niej ciekawego, jak się na nią dostać i wszystkie informacje, które zebraliśmy w naszych głowach przez lata farerskich doświadczeń. Będziemy się z Wami dzielić, wyspa po wyspie, a cały cykl będzie się nazywał…

[KE] 18 Końców Świata!

[ŁŁ] Jak pięknie! Zaczynamy dzisiaj od wyspy, która jest…

[KE] Która jest moją ulubioną wyspą! 

[ŁŁ] Ulubioną do tego stopnia, że jest w logo Twojej firmy jest obrys tej wysepki. A mówimy o wyspie Fugloy, czyli wyspie, która jest położona najdalej na wschód, w północno-wschodniej części archipelagu i to jedna z wysp zewnętrznych. Niewielka, malutka…

[KE] Tak jest! Wyspa w kształcie serca i zawsze mówię, że to kształt mojego serca.

[ŁŁ] Albo niedorozwiniętego żołędzia, też tak można powiedzieć. [śmiech] Tam na miejscu dwie miejscowości, Kirkja i Hattarvik.

[KE] Tak! I to już czyni tę wyspę w jakiś sposób szczególną, ponieważ na wyspach zewnętrznych mamy zazwyczaj tylko po jednej osadzie i osada nazywa się tak jak wyspa, czyli na Mykines mamy osadę Mykines, na Nolsoy mamy osadę Nolsoy… nuda! Tymczasem na Fugloy mamy dwie miejscowości i żadna nie nazywa się Fugloy. Łączy je pięciokilometrowa droga, chyba nawet 5,5 km, a kiedyś kursował na tej trasie autobus.

[ŁŁ] Co ty mówisz? Co to za historia? KIedy?

[KE] Ale ponieważ autobus przez większą część czasu jeździł pusty, to kursy zawieszono i w tej chwili nieliczni mieszkańcy mają auta.

[ŁŁ] Pytanie, jak sprowadzili tam autobus?

[KE] Nie, nie, to był taki mini, mikrobus, coś na kształt tego, co jeździ po Kalsoy, więc to nie jest autokar.

[ŁŁ] No dobrze, ale to jednak dość duże auto. Kiedyś byliśmy świadkiem, jak sprowadzano na tę wyspę auto. Musicie wiedzieć, że zarówno Kirkja jak i w Hattarvik nie ma klasycznego portu, jest tam po prostu rodzaj nabrzeża. Jak chodzi się po tej wyspie widzi się dość dużo aut, ciężarówek, spychaczy, koparek… i jak oni to wszystko sprowadzili to jest niesamowite.

[KE] Wszystko wiezie Ritan, następnie wyładowuje HDSem, specjalnym dźwigiem. Rzeczywiście wygląda to bardzo dramatycznie, zwłaszcza jeśli jest większa fala, przechyły i auto wtedy chybocze się na tych zawieszeniach. Pamiętam, że w zeszłym roku widzieliśmy taką akcję i ja widziałam coś podobnego w tym roku. W ogóle w tym roku byłam na Fugloy tylko raz, co jest ewenementem, bo jest to moja ukochana wyspa i byłam na niej już ponad 30 razy. A w tym roku tylko raz. Natomiast byłam dla odmiany na Svínoy dwa razy w tym roku. Dziwne…

[ŁŁ] Czyli zdradziłaś Fugloy dla Svínoy.

[KE] Nie, nie, nie! Dalej Fugloy jest moim top! Na Fugloy zabrałam też Kubę Witka, który kręcił tu swój pierwszy farerski film “Faroe Way. Sztuka przetrwania na Wyspach Owczych” i właśnie film otwiera sekwencja scen, kiedy z Kubą pojechaliśmy na Fugloy. Filmowaliśmy w strasznych warunkach, deszcz w oczy, wiatr w oczy, mieliśmy wracać helikopterem i byliśmy pewni, że helikopter nie przyleci bo była straszna mgła, ale o dziwno helikopter przyleciał i w tej mgle jakoś dolecieliśmy jakimś cudem do Klaksvik.

[ŁŁ] Może pilot miał trochę zdjęć do zrobienia. [śmiech] [KE] No ale w takich warunkach to nawet ciężko coś fotografować. Nie było widać absolutnie nic! także piękne zdjęcia, właśnie z Fugloy, można zobaczyć u Kuby Witka we filmie “Faroe Way. Sztuka przetrwania na Wyspach Owczych”. Tam też zdarzyła się taka sytuacja, że zaczęliśmy filmowanie w Hattarvik, a mieliśmy mało czasu, żeby dojść do Kirkja i poszłam wtedy do Simuna, który jest takim Al Capone na Fugloy, on sam tam nie mieszka, ale jego rodzina jest stamtąd i ma tam farmę, na której okazjonalnie coś tam robi. Akurat był na tej farmie, więc poprosiłam, czy mógłby nas przewieźć do Kirkja swoim pickupem. Wsiedliśmy na pakę tego samochodu, a na pace było mokro, brudno i było tam pełno odchodów owczych. W tych cudownych warunkach dojechaliśmy do Kirkji i Simon bardzo nam pomógł logistycznie, bo myślę, że inaczej nakręcenie wszystkich scen nie byłoby możliwe, a już na pewno nie tej kultowej sceny z panią burmistrz Amalią, która również jest we filmie.

[ŁŁ] Mmm… kultowa scena! Dobrze, to usystematyzujmy! Dlaczego według Ciebie warto pojechać na Fugloy i co Tobie się tam podoba?

[KE] To może powiedzmy jak można dojechać na Fugloy.

[ŁŁ] No od tego powinniśmy zacząć.

[KE] Opcje są dwie, mianowicie kursuje prom Ritan z miejscowości Hvannasund na wyspie Viðoy. Na Fugloy można też się dostać helikopterem. Z tym, że tutaj musimy pamiętać, że helikopterem możemy lecieć tylko raz dziennie, ale za to helikopter bardzo dobrze łączy nam się z Ritanem, który w sezonie letnim kursuje trzy razy dziennie i chyba jest jeszcze nawet jakiś wieczorny kurs na żądanie. 

[ŁŁ] Nie zapominajmy o tym, że Fugloy, i warto tutaj powiedzieć o tym na wstępie, jest jedną z tych wysp na Wyspach Owczych, na których można utknąć. 

[KE] Można i to nawet zdarzyło się kilka lat temu, nie wiem, czy nie był to 2016, 2015, kiedy utknęła tam para norweskich nowożeńców. Oni utknęli tam na cztery dni! 

[ŁŁ] I po wszystkim postanowili się jednak rozwieść.

[KE] No nie, nie! Właśnie nie! Tam był happy-end. Okazało się, że lepiej się poznali i że w wymagającej sytuacji byli dla siebie wsparciem i oparciem, także jest to historia z happy-endem. Przyjechali na Wyspy Owcze właśnie na podróż poślubną, wybrali się na Fugloy, utknęli tam na cztery dni ze względu na bardzo złe warunki atmosferyczne. Pani burmistrz Amalia udostępniła im jeden z pustych domów w Kirkja, to był po prostu czyjś domek letniskowy, więc był wyposażony, ale nikt tam na stałe nie mieszkał. Norwegowie spędzili tam cztery dni, ale już na miskę zupy musieli u pani Amali zapracować.

[ŁŁ] O, ciekawe! 

[KE] Tak! Trochę jej tam posprzątali dom, okna jej pomyli, pomogli trochę posprzątać kościół, od którego Kirkja wzięła swoją nazwę. No i Atlantic Airways był na tyle uprzejmy, że bezpłatnie przebookował im bilety do Norwegii, dlatego, że oni stracili swój bilet powrotny. Także można zdecydowanie utknąć na Fugloy. Kluczem jest sprawdzanie pogody i nie ryzykowanie!

[ŁŁ] Tak, nie wolno ryzykować! Ale są też inne wyzwania. Jeśli zdecydujecie się polecieć helikopterem i będziecie wracać łodzią, to musicie wiedzieć do którego z tych dwóch porcików podejść, dlatego że nie zawsze do obu miejsc Ritan przypływa.

[KE] To prawda! I to jest dość problematyczne, bo często ta decyzja zapada w ostatniej chwili, kiedy kapitan decyduje w ostatnim momencie, że: “Nie, jednak do Hattarvik, bo z Kirkji jest jednak za wysoka fala” i jeżeli akurat czekacie w Kirkji na prom, to możecie mieć problem i wtedy trzeba brać nogi za pas i biec do Hattarvik, albo ewentualnie wybłagać transport u któregoś z miejscowych, o ile w ogóle jacyś będą w porcie.

[ŁŁ] Wyspy Owcze mają jednak swoją charakterystykę i swoje wyzwania, ale to oczywiście piękne miejsce. Dobrze, ale dlaczego tam Cię przyciąga?

[KE] Przyciąga mnie to, zresztą mówię o tym już we filmie, że jest to dla mnie taka bardzo autentyczna, unikalna stron Wysp Owczych. Kiedy porównasz Fugloy z taką wyspą jak Mykines chociażby, która jest autentyczna poza sezonem, natomiast w sezonie jest tam morze turystów, jest komercyjnie, ładnie, ale są tam tabuny ludzi. Tymczasem na Fugloy docierają nieliczni i można tam zobaczyć depresyjną stronę Wysp Owczych, gdzie walają się śmieci, gdzie stoi jakiś zardzewiały traktor…

[ŁŁ] Jest tam to wysypisko, prawda? Na środku drogi między Hattarivik a Kirkja.

[KE] Tak, tak!

[ŁŁ] Taki składzik rzeczy już nieużywanych.

[KE] Ale wiesz co, byliśmy tam ostatnio i muszę powiedzieć, że gdzieś ¾ tych rzeczy zostało zabranych.

[ŁŁ] Uuu… ciekawe!

[KE] Tak, więc zrobili miejsce na nowe śmieci, ale rzeczywiście nie ma już tam tego traktora zardzewiałego, który stał tam chyba przez dekadę. Troszeczkę uprzątnęli, to co było. Coś tam jeszcze stoi, ale na pewno nie wygląda to tak żałośnie jak wcześniej. Na pewno widać tam też, że domy nie są tam tak zadbane, tu się łuszczy farba, tam gdzieś okno jest pęknięte, a to jakieś kiczowate plastikowe krzaczki stoją w oknie, a tu jakaś wyblakła firanka. Ma to klimat.

[ŁŁ] Ma to klimat autentycznych Wysp Owczych, czy ma to klimat końca świata i miejsca, które umiera?

[KE] Myślę, że jednego i drugiego. Dla mnie jest to taka mieszanka i pokazuje, że Wyspy Owcze mają również taką twarz. Wyspy Owcze to nie tylko to, co chce Ci pokazać Visit Faroe Islands, że to wszystko jest takie nieskazitelne, nieodkryte, dziewicze i czyste, tylko czuć tam właśnie autentyzm. Mało tego, ja tam zawsze też czuję taką energię, że jednak tam naprawdę ciężko się żyje, że to nie jest łatwe miejsce do osiedlenia się, a mimo wszystko ta garstka ludzi, bo w tej chwili w Hattarvik mieszka 6, a w Kirkji 12 osób, żyje tam z wyboru. To jest taka izolacja z wyboru w XXI wieku i cenię sobie to.

[ŁŁ] No dobrze, tylko kto tam żyje? Żyją tam ludzie, którzy już są po sześćdziesiątce, siedemdziesiątce, którzy już tę swoją największą aktywność życiową mają już za sobą? Czy są tam też jacyś młodzi ludzie? Szkoły tam w tym momencie nie ma, dzieci tam nie ma.

[KE] Najmłodsi to jest pokolenie czterdziestolatków. To są najmłodsi ludzie na Fugloy na dzień dzisiejszy. W ogóle to jest taka bardzo ciekawa historia, trochę romantyczna i ma w nim nawet udział mój mąż Ivan, który zupełnie nieświadomie zabawił się w swata. Kilka lat temu Ivan umieścił na Youtube film w czterech częściach. Film nazywa się “Burturhugur”.

[ŁŁ] To był film dokumentalny.

[KE] Tak, “Faroese observations”.

[ŁŁ] Czy jest dostępny na Youtube?

[KE] Tak, tak, cały czas. 

[ŁŁ] Będzie w linku pod podcastem.

[KE] Tak jest! Film nakręcił Teitur Árnason. On nie jest z Fugloy, ale jego rodzina ma tam dom. Teitur jako dziecko spędził dużo czasu w Hattarvik, dlatego miejscowi mu ufają, znają go i dlatego wpuścili go w jakimś stopniu do swojego świata. Bardzo, bardzo polecam ten film. On też jest taki dość przygnębiający, jest depresyjny.

[ŁŁ] Tempo tego filmu… no Reksio to przy tym Matrix! [śmiech] [KE] OK! Ale z drugiej strony to właśnie pokazuje, jak toczy się życie na Fugloy, że właśnie to czy się tak. Dwóch facetów gapi się w horyzont i dywagują nad tym jaka jest bandera przepływającego akurat obok statku. 

[ŁŁ] O ile coś przepływa!

[KE] Tak to wygląda. W każdym razie kilka lat po umieszczeniu tego na Youtube dostaję wiadomość na Facebook’u od kobiety, która ma na imię Claire i jest z Kapsztadu i pisze do mnie, że bardzo chciałaby podziękować Ivanowi… i w sumie nie wiem czemu nie napisała tego do Ivana, tylko do mnie…

[ŁŁ] Może słucha naszego podcastu! [śmiech] [KE] Na pewno! Ponieważ Ivan umieścił ten film w internecie i ona dzięki temu filmowi poznała swojego narzeczonego, który jest z Hattarvik i biorą ślub w grudniu.

[ŁŁ] Jak go poznała?

[KE] Po prostu skomentowała ten film i komentarz zobaczył Stein, który pojawia się w tym filmie ale jest tam dużo młodszy, nieopierzony wręcz, no i tak zaczęli czatować i zrodziła się z tego relacja. Z tego co wiem Stein pojechał do RPA odwiedzić Claire, potem ona przyjechała na Owcze i tak w sumie została tutaj. Mieszkają jedną nogą w Hattarvik, jedną nogą w Tórshavn, żyją na dwa domy. Całkiem niedawno spotkałam Claire w Hattarvik i ona akurat pomagała swojemu mężowi przy zbieraniu trawy na zimę, kosiła trawę, a następnie cała aparatura tę trawę upychała do worków, które wyglądają jak jaja dinozaura. Claire zażartowała z naszą grupą, że może chcielibyśmy doświadczyć autentycznego wiejskiego życia, ale oczywiście my się wymigaliśmy mówiąc: “Nie, nie, musimy już iść do Kirkji.” [śmiech] Było to takie, trochę romantyczne, trochę smutne, na pewno takie melancholijne.

[ŁŁ] Na pewno bardzo ciekawa historia, siła internetu, prawda?

[KE] Love story! Jasne, jasne! Ale to, że Ivan kiedyś będzie swatem, to tego bym się nie spodziewała! 

[ŁŁ] Dobry uczynek okrąża ziemię i wraca ze zdwojoną siłą, więc na pewno do niego wróci! Zresztą wraca do niego cały czas, bo jesteś jego żoną! [śmiech] [KE] A jakie jest Twoje zdanie na temat Fugloy? Byłeś tam wielokrotnie.

[ŁŁ] Moja perspektywa jest zawsze spaczona, bo patrzę na to z perspektywy wycieczek, które prowadzę i organizuję. Świeża sprawa, kilka dni temu, wczoraj, czy przedwczoraj mieliśmy tam jechać z grupą, to miała być niespodzianka dla naszej ostatniej grupy, obcokrajowcy z Dubaju, którzy w programie nie mieli wycieczki helikopterem. Zaplanowaliśmy wycieczkę helikopterem na Fugloy, którą odwołaliśmy na ostatniej prostej, w zasadzie. 

[KE] Tak, już na heliporcie.

[ŁŁ] 50 metrów od heliportu odwołaliśmy, dlatego że było prawdopodobieństwo utknięcia na Fugloy. Więc dla mnie Fugloy jest po pierwsze myślę o jakimś rodzaju niepokoju, który wiąże się z wyjazdem właśnie tam. Pamiętam ostatnią wycieczkę na Fugloy, w zeszłym roku, gdzie był nasz przyjaciel Henryk. Pozdrowionka!

[KE] No to była bardzo pamiętna wycieczka, chociażby z tego względu, że czekanie na Ritana w Kirkji…

[ŁŁ] Się przedłużyło! I dla nas to była zabawa, bo my się tam naprawdę dobrze bawiliśmy, ale chcę powiedzieć, że dla mnie to był jeden wielki niepokój, dlatego że ten prom przypłynął 1,5 godziny po czasie, a wszyscy mieli wracać o 8.20 następnego dnia, z samego rana mieli lecieć do Polski.

[KE] Tak, ale z drugiej strony umililiśmy sobie to popołudnie grając w kalambury.

[ŁŁ] Na cmentarzu!

[KE] Na cmentarzu w Kirkji i bynajmniej naszym celem nie było zbezczeszczenie grobów, ale po prostu mocno wiało i akurat kościół, który jest otoczony cmentarzem idealnie osłonił nas przed wiatrem. Na dodatek przed wejściem do kościoła był taki podest, który świetnie imitował scenę. To były niezapomniane kalambury i ja do tej pory miło to wspominam.

[ŁŁ] Śmiechu było co niemiara!

[KE] Ale co ty! Ja tam wiedziałam, że Ritan przypłynie. Ani przez chwilę nie czułam się zaniepokojona. 

[ŁŁ] Ty okazywałaś tam spokój, ja miałem w sobie bardzo dużo niepokoju i odchodziłem od grupy gdzieś dalej, chcąc w jakiś sposób ten niepokój skatalizować, ale mam tę osobowość po której od razu widać.

[KE] Czyli następnym razem na Fugloy musisz po prostu wziąć meliskę.

[ŁŁ] Być może, być może. Rzeczywiście, jak jestem na Fugloy to jest taki vibe końca świata i to jest taki rzeczywisty koniec świata. Farerski koniec świata, bardzo mocno można to odczuć. Najmocniej ten koniec świata na Wyspach Owczych odczuwa się na wyspach odległych.

[KE] Zewnętrznych, tak, prawda! Tam już jest jednak taki duży stopień izolacji. Jeszcze co jest bardzo ciekawe, znamienne, i co zauważyłam praktycznie od razu, jeśli chodzi o Fugloy to jest ta dynamika między tymi dwiema wsiami. Mianowicie oni nie mają jakiegoś takiego wspólnego mianownika, wspólnego poczucia: “Oto jesteśmy fugloyczykami!”, tylko jest to trochę taka dynamika Kargula i Pawlaka, że “My jesteśmy z Kirkji, a tam daleko, za góra jest Hattarvik”. Dobrym przykładem jest legenda o kobiecie z Kirkji, która leżąc na łożu śmierci stwierdziła, że ona jeszcze przed śmiercią chce zobaczyć Hattarvik. Czyli przez całe życie, nie zdążyła przejść przez górę do tej wsi, bo to jeszcze było w czasach, gdy nie było tej drogi łączącej jedną osadę z drugą. I ona wzdłuż klifów jakoś się doczłapała, spojrzała z oddali na Hattarvik, wróciła do domu i umarła. [śmiech] To dobrze pokazuje, że te wsie nie są specjalnie zaprzyjaźnione, tylko jest między nimi taka jakaś niewidzialna bariera, która w realu jest po prostu górą, ale mentalnie też czuć tam taką barierę.

[ŁŁ] Dla mnie to, co też bardzo mocno rzuca się w oczy na wyspach zewnętrznych, to to, ile wysiłku cała społeczność Wysp Owczych i rząd wkłada w to, żeby jednak tych ludzi na tych wyspach zewnętrznych utrzymać. I to jest dla mnie niesamowite, że społeczeństwo pochyla się nad każdą jednostką, każdą. I to widać widać chociażby przez te tunele, które budowane są dla dwunastu osób. To widać też, kiedy na wyspach zewnętrznych utrzymuje się budynek szkoły i nauczyciela dla dwóch uczniów.

[KE] No ale wiesz, to też wynika z tego, że rząd ma świadomość, że jeżeli ludzie wyjadą z takiego Fugloy, to już nikt tam nie wróci. Dlatego za wszelką cenę chcą zatrzymać choćby garstkę osób, żeby jednak nawet takie peryferie były zasiedlone.

[ŁŁ] I to jest godne podziwu i niesamowite, że w tych czasach, gdzie jednak pieniądze i kwestia efektywności ma tak wielkie znaczenie, inwestuje się w takie rzeczy. Dla mnie niesamowite jest, kiedy jestem na jakiejś wyspie zewnętrznej, chociażby na Kalsoy. Kalsoy, wyspa, która jest odcięta od systemu komunikacyjnego mainlandu, ale gdzie jest fabryka postawiona przez Bakkafrost. To jest niesamowite, bo przecież z ekonomicznego punktu widzenia powinni koncentrować swoje zakłady w jednym czy dwóch miejscach, a oni budują fabrykę na wyspie zewnętrznej i dają oczywiście w ten sposób pracę lokalsom.

[KE] Jasne, poza tym nie może być tak, że wszyscy mieszkają w Tórshavn i Klaksvik.

[ŁŁ] Ale dlaczego tak nie może być z drugiej strony?

[KE] A nie odnosisz wrażenia, że już teraz, choćby w Klaksvik robi się ciasno? Zaczynają być korki?

[ŁŁ] Mnie się to podoba! Mnie się to podoba, że ludzie są tutaj rozpierzchnięci, że rząd wydaje pieniądze na to, żeby tych ludzi utrzymać na wyspach zewnętrznych, ale wielu mogłoby sobie zadać pytanie: “Po co? Dlaczego?” Ale rzeczywiście, bedąc na Fugloy będziecie mieć na pewno tego rodzaju spostrzeżenia, że inwestuje się olbrzymie pieniądze w to, żeby tych ludzi tam zatrzymać. 

[KE] Ale akurat nie przeszkadza mi tak mała liczba ludzi na Fugloy. Pamiętam, to był chyba rok 2013, albo 2014, kiedy akurat była zorganizowana impreza Stowarzyszenia Wysp Zewnętrznych.

[ŁŁ] Jest takie stowarzyszenie?

[KE] Tak, oni mają tutaj taki związek, on się nazywa Útoyggjafelagið. W skład tego stowarzyszenia wchodzą wszystkie wyspy zewnętrzne, te malutkie i Kalsoy.

[ŁŁ] Wymieńmy je.

[KE] Mykines, Hestur, Koltur, chociaż tam prawie nikt nie mieszka, Skúgvi, Dímuny, Nólsoy, Svínoy, Fugloy i Kalsoy.

[ŁŁ] Nólsoy też? Nólsoy jest tak jakby przedmieściami Torshavn, co by nie mówić, duża osada Nólsoy, tam mieszka ze 250 osób.

[KE] Tak, jest to na pewno największa z tych wysp zewnętrznych, jeżeli chodzi o populację.

[ŁŁ] Ma więcej mieszkańców, niż wszystkie pozostałe.

[KE] Tak, tak! Byłam akurat w Kirkji, kiedy był Festiwal Wysp Zewnętrznych.

[ŁŁ] Olimpiada. [śmiech] [KE] Co roku oni wybierają jedną osadę, która będzie gospodarzem takiego festiwalu. Super atmosfera, postawili namiot, kawa, bułeczki, ciasta, zdjęcia. Pamiętam, że był taki ustawiony parawan, do którego były przypięte różne czarno-białe fotki i trzeba było podpisywać, jeśli wiedziałeś, kto jest na tym zdjęciu. Więc widziałam w tym też jakąś historyczną wartość. Ale to, co było dla mnie szokujące to to, że w Kirkji tego dnia było jakieś 500 osób. Ritan kursował non-stop razem z Jósupem, który normalnie kursuje na Mykines i oni z Hvannasund wozili ludzi w tę i nazad. W Kirkji było 500 osób, tam się w ogóle nie dało przejść, wszystkie uliczki były zastawione ludźmi i nagle padło hasło: “Teraz wszyscy razem idziemy do Hattarvik!” i 500 osób poszło tą drogą do Hattarvik, tylko po to, żeby zobaczyć, że tam w sumie nic nie ma, bo to Kirkja organizowała ten festyn, a Hattarvik nie, dlatego ludzie gdy tam przyszli, to stwierdzili: “Ok, nic tu nie ma. Wracamy do Kirkji!”

[ŁŁ] Oni to zrobili specjalnie, żeby pokazać ludziom, że to jednak Kirkja jest bardziej interesującym miejscem niż Hattarvik. [śmiech] [KE] To było niesamowite, żeby doświadczyć tam tak dużą liczbę ludzi na Fugloy. Wtedy stwierdziłam, że jednak jest ok, jak tu jest te 12 osób.

[ŁŁ] Ciekawe! Bo miałaś dwie perspektywy.

[KE] Tak! Zawsze wydawało mi się, że jednak fajnie by było, gdyby Fugloy odżyła, gdyby ktoś tam się wprowadził, przeprowadził, ale po tym stwierdziłam, że 500 to jest zdecydowanie za dużo.

[ŁŁ] No dobrze, ale podstawowe pytanie, czy byłabyś w stanie tam zamieszkać? Pamiętam, że rozważałaś taki pomysł, żeby kupić tam dom.

[KE] Tak, właśnie nawet oglądaliśmy ten dom. Był to dom w Hattarvik i na tamtą chwilę, to był najnowszy dom jaki tam był, chyba z lat dziewięćdziesiątych. Obejrzeliśmy dom, ale szczerze mówiąc trochę przeraziła nas perspektywa potencjalnych remontów, bo tam do remontowania było wszystko, a jak wiesz, wybudować się, czy nawet wyremontować się na wyspach zewnętrznych jest bardzo ciężko, bo każde wiadro farby i paczka gwoździ czy kantówki, wszystko musi przypłynąć, albo dolecieć helikopterem, więc to koszty i cała logistyka. Ostatecznie pomysł upadł, ale nasz znajomy Rosjanin powiedział, że ten dom byłby idealny na to, żeby stworzyć tak takie centrum gamingowe dla fanatyków gier komputerowych. Zamykać ich tam, dostarczać jedzenie i oni by tam siedzieli i grali przez tydzień. [śmiech] [ŁŁ] Ciekawe! Ale dlaczego akurat tam? Bo co? Żeby nie mieli powodów, żeby oderwać się od kompa?

[KE] Tak! Nic cię nie rozprasza, nie kuszą Cię żadne inne rozrywki, nic tam nie ma, więc nie masz takiej potrzeby, żeby gdzieś wyjść, porobić, załatwiać i możesz w pełni oddać się graniu. Tylko kwestią otwarta pozostaje internet, bo jednak internet na Owczych jest w dużym stopniu zależny od pogody. W kiepski dzień sygnał może być rwany i wtedy gra może potoczyć się różnie. Myślę, że na dzień dzisiejszy na Fugloy bym nie chciała zamieszkać. Przy moim trybie życia i pracy nie mogłabym sobie pozwolić na takie uziemienie, ale może na emeryturze.

[ŁŁ] Ja na pewno chciałbym tam pojechać i spędzić tam kilka dni i na pewno bardziej w Hattarvik niż w Kirkja. Hattarvik podoba mi się bardziej, jednak klimat tej zatoki i wielopiętrowość zabudowy jest na pewno ciekawsza.

[KE] Na pewno! Jest tam tak przytulniej. Nie wiem, czy wiesz, że według sagi o Farerach Hattarvik jest drugą najstarszą osadą na Wyspach Owczych, po Funningur. Nazwa pochodzi najprawdopodobniej, tak jak z Montevideo, gdzie ponoć jeden z marynarzy krzyknął: “Monte video!” czyli “Widzę górę!”, a tutaj ktoś krzyknął: “Hattar er vik!”, czyli: “Oto zatoka!” i dlatego Hattarvik. [śmiech] 

[ŁŁ] Ekspozycja tej zatoki jest na wschód, otwarty ocean, nic nie ogranicza horyzontu i to jest naprawdę ciekawe! 

[KE] Ale to jest też dla mnie trochę straszne, bo pamiętam, że Hattarvik było dla mnie takim miejscem, gdzie uświadomiłam sobie jak odizolowani tutaj jesteśmy. Jak jesteś w Klaksvik czy innych miejscach to jednak widzisz inne wyspy, one Cię otaczają i nie czujesz aż takiego odosobnienia. A właśnie w Hattarvik doświadczyłam po raz pierwszy takiego stopnia izolacji, gdzie nagle trafiło do mnie, że przez setki kilometrów oceanu nie ma nic, a potem jest Norwegia.

[ŁŁ] Ja mam coś takiego na Mykines, gdy patrzę na zachód, gdzie perspektywa lądu jest jeszcze bardziej oddalona, ale przez to, że stoję wysoko i mam widok 360 stopni, to czuję się z tym ok. A w Hattarvik stoisz w tej głębokiej zatoce i to jest pewnego rodzaju tubie, gdzie jesteś skierowana na wschód i może stąd masz takie wrażenie.

[KE] Jasne! Mało tego, przecież w słoneczny dzień na Mykines możesz zobaczyć nawet Suðuroy i widzisz łańcuch innych wysp, a w Hattarvik tego nie ma. Masz wycinek oceanu i tyle. Czasami wyłania się kawałek Svínoy, ale to jest wszystko. Tam rzeczywiście uderzyło mnie poczucie izolacji.

[ŁŁ] Z mojej perspektywy ta wyspa jest ciekawa, bo można poczuć tam klimat końca świata, ale dla mnie ma ona jednak jakiś negatywny vibe. Dla mnie to jest umierająca wyspa, umierająca osada, umierające miasteczko. Z drugiej strony, to co się tam wydarzyło w ostatnich latach sprawia, że kiedy tam jestem nie czuję się entuzjastycznie. Mam z tyłu głowy samobójstwo, które miało miejsce kilka lat temu. Przyjechał tam Francuz, czy Szwajcar, który rzucił się z tamtejszego klifu.

[KE] Chyba to był Austriak. Tak mi się wydaje.

[ŁŁ] Ale też sytuacja, gdzie lokalny mieszkaniec wskakując na Ritana wpadł między nabrzeże a burtę.

[KE] On chyba schodził na ląd, tak mi się wydaje, ale to był rzeczywiście miejscowy i w Hattarvik wpadł pomiędzy ten betonowy blok służący za nabrzeże i Ritana i burta Ritana go zgniotła. Rzeczywiście było to szokujące.

[ŁŁ] Tak jak mówiliśmy na wstępie, tam nie ma typowego portu. Ritan przypływając do nabrzeża jest cały czas w ruchu. Niesamowite jest to, że nie tylko wyskakują, lub wskakują tam ludzie, ale tym HDSem przenoszone są samochody.

[KE] Tak, tak, to prawda! Wchodząc na Ritana w Hvannasund mamy trap, więc wydaje się, że wszystko jest ok, ale kiedy trzeba z promu zeskoczyć na Fugloy to są to mrożące krew w żyłach chwile. O tym mogła się przekonać moja mama, kiedy musiała pokonać własne ograniczenia. 

[ŁŁ] Więc widzicie, słodko-gorzko, ale jak będziecie mieli okazję polecamy, bo wyspa jest wyjątkowa i zupełnie inna niż wszystkie pozostałe. A to był pierwszy z 18 Końców Świata. Zapraszamy na kolejne! W kolejnym będziemy opowiadać o Svinoy?

[KE] Zobaczymy. [śmiech] [ŁŁ] Zobaczymy! Może tym razem pójdziemy w moje klimaty, może pójdziemy w kierunku Mykines, albo w kierunku Vagar, moich ulubionych wysp. Tymczasem do usłyszenia za dwa tygodnie, pozdrawiamy!

[KE] Dzięki! Vit hoyrast

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments