TOP
Mykines, widok na południowy klif
Atrakcje turystyczne Wysp Owczych, Porady dla podróżujących

“Turystyczne pułapki na Wyspach Owczych”

Z roku na rok na Wyspy Owcze zmierza coraz większa fala turystów. To już nie tylko Europejczycy, ale również goście z odległych zakątków naszego globu. Sporo jest Azjatów, Brazylijczyków, Rosjan, a już wkrótce, wraz z regularnym połączeniem do Nowego Jorku, można spodziewać się mnóstwa gości z Ameryki. Lwia część przyjeżdża na Wyspy, organizując sobie podróż we własnym zakresie. Wynajmują auto, rezerwują noclegi na popularnych portalach i eksplorują archipelag szlakiem najbardziej popularnych atrakcji.

Większość z nich zupełnie nie zdaje sobie jednak sprawy z turystycznych pułapek, o które na Wyspach Owczych nie trudno. Pułapek, które uprzykrzą plan zwiedzania, a w najgorszym przypadku sprawią, że pobyt na Wyspach nieoczekiwanie się wydłuży. Warto więc zapoznać się z listą niektórych farerskich zasadzek. 

 

„Wyspy być może”

Kiedy pierwszy raz wybierałem się na Wyspy w 2006 roku, w głowie rezonowało mi „the isles of maybe” – określenie opisujące archipelag, na które natrafiłem w doskonałym i jedynym polskim przewodniku po Wyspach Owczych szczecińskiego wydawnictwa Tramp. To natura rozdaje tu karty, gdyż z jej siłą człowiek pozostaje bez szans. Zmienna pogoda dyktuje warunki, do których trzeba się dostosować, a czasami po prostu poddać. Powiększając osobisty bagaż farerskich doświadczeń, zacząłem postrzegać to hasło szerzej. To nie tylko pogoda, ale i nieco inna od kontynentalnej farerska mentalność wpisuje się w ten slogan. Absolutnie nie można mieć do miejscowych o to pretensji. Mentalność w dużym stopniu kształtuje środowisko, w którym się mieszka, a to na Wyspach Owczych do najłagodniejszych nie należy. 

latarnia na wyspach owczych

 „Miś” po Farersku

Podczas naszych wycieczek  po archipelagu, dzień lotu helikopterem wzbudza wśród uczestników największe emocje. Dla wielu jest to pierwszy lot w życiu, a już z pewnością pierwszy lot wzdłuż wysokich farerskich klifów. Atmosfera pęcznieje od oczekiwań, wyobrażeń i ekscytacji. Kilka lat temu, w piękny majowy dzień jechaliśmy w podobnej atmosferze w kierunku lotniska, chcąc się dostać na Mykines. W głowach mieliśmy nie tylko lot, ale i cały dzień na wyspie pełnej maskonurów i zupełnie pustej od turystów. Zmierzaliśmy do lotniska przepisowym tempem, tylko czasami przekraczając granicę grożącą utratą prawa jazdy. 

Helikopter na Wyspach Owczych

Foto: Łukasz Kaczorowski

Mocne uczucie trzymało nas przez całą drogę również dlatego, że miła obsługa Atlantic Airways na godzinę przed odlotem skontaktowała się z nami, chcąc potwierdzić rezerwację. Chórem odpowiedzieliśmy, że jesteśmy w drodze i już za chwilę się dotrzemy na miejsce. Po kilku minutach, kiedy z uśmiechem na twarzy wkraczaliśmy zwartą grupą do niewielkiego budynku ówczesnego lotniska, trudno było nie usłyszeć odlatującego nad naszymi głowami helikoptera. Wzrok pani przy kontuarze Atlantic Airways pozostanie w mojej pamięci do końca życia. Podobnie jak jej tłumaczenia, a w zasadzie ich brak. „Przykro mi, pilot podjął decyzję o wcześniejszym wylocie”. „Jak? Co naszą rezerwacją? Dzwoniliście przecież przed chwilą do nas chcąc ją potwierdzić”.

Przyznam, że po 15-minutowej wymianie zdań czułem, że nic nie ugram i czas się poddać. Na szczęście jednym z uczestników tej wycieczki był mój były szef. Potrafił mnie zmobilizować do działania kilkoma zdaniami, podskokami i wzmożoną gestykulacją. Był zły! Ja też postanowiłem być zły. Unikający konfrontacji Farerzy dość szybko poddali się pod naporem ośmioosobowej grupy „złych”. Helikopter wykonał kolejny lot, a my spędziliśmy wspaniały dzień na Mykines. Oprócz nas na wyspie nie było nikogo, z wyjątkiem trójki mieszkańców i dwóch starszych panów. Jak się okazało, nie polecieliśmy za pierwszym razem, gdyż jeden z nich był dziadkiem pilota i zwyczajnie zabrakłoby dla niego miejsca przy naszej rezerwacji. Okazał się on bardzo miłym gościem, który 9 lat swojego życia spędził na Mykineshólmur i mnóstwo nam z tych czasów opowiedział.

Helikopter na Wyspach Owczych

Foto: Paulina Leszczyńska

 

Przypłynie czy nie przypłynie?

Odlatujące sprzed nosa helikoptery potrafią być sporą frustracją, ale daleko im do pułapek fizycznych. Te na Wyspach Owczych są znacznie groźniejsze i bardziej brzemienne w skutkach. Dotyczą one np. wyspy Mykines. Przyciąga ona turystów największym stadem maskonurów na północnym Atlantyku i wyjątkową atmosferą połowicznie opuszczonej osady o tej samej nazwie. Trzy razy w tygodniu lata tam helikopter, a w sezonie 4 razy dziennie pływa łódź – teoretycznie

Praktyka natomiast mocno weryfikuje te rozkłady, z czego zupełnie nie zdają sobie sprawy turyści. Zdarza się bowiem, że o poranku łódka przypływa na Mykines, przywożąc ok. 90 nieświadomych turystów, ale popołudniowy rejs zostaje odwołany. Zdziwienie niektórych jest tym większe, że odwołanie rejsu może się zdarzyć także w relatywnie dobrą pogodę. Najważniejszym czynnikiem wpływającym na możliwość odbycia rejsu jest bowiem kierunek wiatru. Jeżeli wieje od południa, to niestety nic do małego portu na Mykines nie wpłynie.

Port na Mykines

Foto: Łukasz Łach

Czasem odwołany jest już poranny rejs, o ile szanse na brak rejsu powrotnego są wysokie. Na Mykines można utknąć. Zdarza się to od czasu do czasu i nikt do końca nie wie kiedy opuści wyspę. Dlatego też planowanie wycieczki na Mykines w ostatni dzień pobytu na archipelagu to duży błąd logistyczny.

Wyzwaniem pod tym względem jest także wyspa Fugloy. Znajdują się tam dwie niewielkie osady Kirkja i Hattarvík zamieszkałe w sumie przez kilkunastu mieszkańców. Każda z osad ma swój port, więc prawdopodobieństwo, że łódka na wyspę nie przypłynie jest małe. Nawet w brzydką pogodę, do któregoś z portów łódź raczej będzie w stanie przybić. Problemem jest jednak to, że w brzydką pogodę nigdy nie wiadomo do którego, a przecież odległość miedzy osadami to ok. godzina marszu.

 

Na szlaku, którego nie ma

Foto: Łukasz Kaczorowski

Pełne pułapek są także farerskie szlaki. Większość nie posiada oznaczeń. Czasami zdarza się co najwyżej tablica informacyjna z kilkoma słowami o jego historii i przebiegu, ale to wyjątki. Wychodząc na szlak można się więc poczuć jak prawdziwy odkrywca, który brnie w „nieznane”. Nieznane tylko w teorii, bo w praktyce na Wyspach Owczych trudno się zgubić. Nawet bez mapy, w dobrą pogodę wiecie dokładnie gdzie jesteście. Sytuacja ma się jednak inaczej, gdy wieje, leje, a chmury zalegają nisko nad szczytami.

Farerska pogoda jest wielkim kotłem, w którym wszystko wiruje i obraca się bez ustanku. To bardzo dynamiczny twór, który potrafi zadziwić człowieka z kontynentu szybkością zachodzących zmian. Stąd to własnie nagła zmiana pogody jest największą pułapką czekającą Was na szlaku.

 

Szlak na Mykines

Foto: Łukasz Kaczorowski

 

Konsekwencją brzydkiej pogody jest nie tylko brak komfortu, ale realne niebezpieczeństwo. Idąc nieoznaczonym szlakiem na tak zwanego „czuja”, wcześniej czy później trafiacie na ścieżkę, co przynosi poczucie ulgi. Szybko zdacie sobie jednak sprawę, że ścieżka bez ustanku się rozwidla w dziesięć nowych ścieżek stale zmieniających kierunki. Dzieje się tak, ponieważ nie wydeptał ich człowiek, lecz owce pasące się wolno na całym archipelagu. W poszukiwaniu świeżej trawy potrafią zejść na stromy klif, wydeptując ścieżki wprost w kierunku przepaści. Miejcie to na uwadze!

To jednak nie wszystkie pułapki czekające na nieświadomego wędrowca. Kolejną niespodzianką są ptaki. Szczególnie na mało uczęszczanych szlakach zdarza się, że ptaki odzwyczajone od widoku piechura potraktują go jak intruza czyhającego na ich gniazdo lub młode. W przypadku „ataku” ostrygojada najecie się po prostu trochę strachu. Skrzek dochodzący nie wiadomo z której strony budzi lek, irytacje i nic więcej. Po chwili z łatwością to opanujecie zdając sobie sprawę, że ów latający symbol archipelagu nie odważy się Was fizycznie zaatakować. Inaczej sprawa wygląda w przypadku wydrzyka wielkiego. To „bestia” w porównaniu z małym ostrygojadem, której rozpiętość skrzydeł dochodzi do 1,3 metra. Robi to szczególne wrażenie kiedy leci na przeciw wprost na wysokości oczu. Zanim będzie okazja nacieszyć się tym widokiem, usłyszycie dźwięk bombowca nurkującego. Człowiek w takim momencie poznaje siebie na nowo. Ja instynktownie zacząłem uciekać.

 

Flight is cancelled

Lotnisko Vagar

Foto: Łukasz Kaczorowski

Nie zmierzycie się jednak z tymi wszystkimi zasadzkami, jeżeli na Wyspy Owcze nie dolecicie. Wraz z wydłużeniem pasa startowego i wymianą floty Atlantic Airways, znacząco zmniejszyła się liczba problemów w ruchu lotniczym. Do niedawna, nieudane próby lądowania na lotnisku Vágar, były na porządku dziennym. Samolot startował z Kopenhagi w kierunku Wysp Owczych i do końca nie było wiadomo czy zdoła tam wylądować, czy też dolecicie na przykład na lotnisko zastępcze w Bergen. Wraz z rozwojem technologii nawigacyjnej, te czasy minęły. Samoloty Atlantic Airways wyposażone są obecnie w specjalne systemy i potrafią lądować przy bardzo niskim pułapie chmur. Nie dotyczy to jeszcze floty SAS, której wciąż zdarza się odwołać lot. Sam fakt, że udało Wam się bez opóźnień na archipelag dolecieć, należy traktować jako niewielki, ale jednak sukces. Co z powrotem? Pocieszę Was – trudniej na Wyspach wylądować niż z nich wystartować. Chyba, że wybuchnie wulkan na Islandii, wtedy wszystko w rękach Thora…

 

Do zobaczenia na Wyspach Owczych!

co myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Ostatnie wpisy
Turystyczne pułapki na Wyspach Owczych
1
Wyspa Vágar
2
Wyspa Mykines
3