Okładka podcast 8

#8 | Grindadráp – polowania na grindwale na Wyspach Owczych

14 czerwca 2021

W tym odcinku pod lupę bierzemy temat ciekawy jak i kontrowersyjny zarazem. Schowajcie harpuny i odpalcie nowy podcast, żeby dowiedzieć się nieco więcej o farerskich polowaniach na grindwale!

Wysłuchaj na:


Transkrypcja odcinka

Specjalne podziękowania za transkrypcje dla Barbary Nowickiej!

Cześć! Ja jestem Łukasz Łach i prowadzę Klub Miłośników Wysp Owczych FAROE.PL, a to jest podcast Wyspy Owcze Bez Tajemnic, gdzie wraz z Kingą Eysturland z facebookowego profilu Polonia Farerska opowiadamy o najbardziej tajemniczym archipelagu w Europie. Zapraszamy!

[ŁŁ] Dzień dobry! WItamy serdecznie!

[KE] I to witamy Was z Wysp Owczych! Jest to chyba pierwszy podcast, który nagrywamy siedząc przy jednym stole, patrząc sobie w oczy i mając piękny widok za oknami.

[ŁŁ] Słońce powoli zachodzi, chociaż jeszcze nie, jest godzina 19.47, w Polsce 20.47 i tu jasno będzie jeszcze przez 3 godziny. Dzisiaj postanowiliśmy podjąć bardziej kontrowersyjny temat, otóż będziemy mówić o grindzie.

[KE] Tak, ale postanowiliśmy porozmawiać o tym na spokojnie, podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami, jeśli chodzi o ten kontrowersyjny temat. Jeżeli interesują Was szczegóły, takie bardzo formalne, prawie naukowe, to zapraszamy do lektury naszego przewodnika, którego jesteśmy współautorami “WYSPY OWCZE. Przewodnik turystyczno-kulturowy”, gdzie poświęcamy kilka stron ubojowi grindwali, jako tradycji, grindkulturze, jak to wygląda od strony formalno-prawnej. Natomiast… porozmawiajmy!

[ŁŁ] Porozmawiajmy! Wspomnienie swojego pierwszego grindu! Nigdy w nim nie uczestniczyłem, ale kiedyś go widziałem i to zresztą widziałem w towarzystwie Kingi.

[KE] I to na wyspie Suðuroy…

[ŁŁ] …za którą nie przepadam…

[KE] …a która, nie jest takim typowym miejscem do grindu. Grind na Suðuroy nie jest powszechny.

[ŁŁ] Dlaczego? Dlatego, że oni są łagodni z natury?

[KE] Nie, nie, nie! Po prostu nie jest to miejsce, które wieloryby chętnie zaliczają.

[ŁŁ] Gdzie lubią umierać.

[KE] Dokładnie!

[ŁŁ] To nie jest miejsce, gdzie wieloryby lubią umierać… może nie wieloryby. Dobrze! Zacznijmy od tego, że to nie są wieloryby.

[KE] Właśnie! Używanie tutaj nazwy “wieloryby” jest nazwą roboczą, taką bardzo skrótową. To jest mniej więcej tak samo, jak nazywanie braci plymuckich baptystami i tak samo nazywanie grindwali wielorybami jest bardzo skrótowe. 

[ŁŁ] Nazywanie ich wielorybami też sprawia , że cały ten grind odbieramy jeszcze bardziej negatywnie, prawda? Bo jednak polowanie na wieloryby kojarzy się bardzo, bardzo negatywnie, a grind jest chyba bardziej zniuansowanym zjawiskiem, niż zwykłe polowanie z harpunem w morzach Arktyki czy Antarktydy.

[KE] Myślę, że na tym polega cały problem. Ludzie wyobrażają sobie, myśląc o wielorybie, że to jest jakiś płetwal błękitny, że to jest gatunek zagrożony, że to jest piękne, szlachetne, inteligentne zwierzę. Natomiast gdy już pomyślimy tak realnie o grindwalach, które są mniejsze, są trochę większe niż delfiny, to trochę im tej mocy ujmujemy. 

[ŁŁ] Bo grindwalom bliżej chyba do delfinów niż do wielorybów. To jest pierwsza sprawa. Druga sprawa, to trzeba też zwrócić uwagę na to, że grindwale to są zwierzęta występujące dość powszechnie, więc zupełnie inaczej niż jest to w przypadku wielorybów. Nie są to gatunki zagrożone, bo naukowcy twierdzą, że żyje ich około 800 tysięcy.

[KE] Tak! A w okolicach Wysp Owczych jest ich około 100 tysięcy. To co zabijając rocznie Farerczycy, to jest kropla w morzu.

[ŁŁ] Kropla w morzu potrzeb. [śmiech] Kropla w morzu potrzeb, dlatego że zapotrzebowanie na mięso grindwali, według Ciebie, jest stałe na Wyspach Owczych? Czy nie? Jak to wygląda?

[KE] Myślę, że tak! Myślę, że to jest jeden z powodów, dla których Farerzy nie chcą z tej tradycji rezygnować. Im naprawdę to mięso smakuje, oni lubią je jeść i to jest tak trochę jak w Polsce z karpiem na Wigilię.

[ŁŁ] Ok… jak z karpiem na Wigilię, dobrze. Ale zacznijmy od początku, zacznijmy od tego, że podzielmy się ze słuchaczami naszymi pierwszym doświadczeniem z grindem. Jak to wyglądało w Twoim przypadku? Gdzie to było? Jak to odebrałaś? Na pewno wcześniej już wiedziałaś na temat grindu i konfrontowałaś to w tamtym momencie z rzeczywistością. Jak to wyglądało i jakie miałaś odczucia?

[KE] Grind w moim przypadku miał miejsce, jak to grind, niespodziewanie i było to dosyć wcześnie, był to rok 2012 na Wyspie Suðuroy, nomen omen [śmiech] W Sandvík, czyli najbardziej słynąca suðuroyska wieś. Akurat byłam na takiej objazdówce z moim tatą, który był pierwszym członkiem rodziny, który mnie odwiedził na Wyspach Owczych. Pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę po Suðuroy i ponieważ pogoda była lepsza na północy to podjęłam męską decyzję, że jedziemy na północ. Akurat przejechaliśmy tunelem łączącym Hvalbę z Sandvík i byłam zapatrzona na drogę, ale mój tata zwrócił uwagę, że jest jakieś zamieszanie tam na dole, że coś się dzieje na plaży. Rzeczywiście był to Grindadráp, ale Grindadráp w skali mikro, ponieważ ofiarami jego padły zaledwie 3 sztuki, 3 grindwale. To było chyba taki trochę niewypał, nie udało się zagnać całego stada, tylko kilka sztuk. Zjechaliśmy w stronę plaży, ale grind nie był nawet na plaży, tylko w porcie na betonowej rampie. Widziałam, że nasze pojawienie się wzbudziło taki niepokój u miejscowych, ponieważ ja jeszcze wtedy nie mówiłam za dużo po farersku i rozmawialiśmy z moim tatą po polsku i widziałam, że ludzie trochę nie wiedzieli, czy my jesteśmy z Greenpeace, czy Sea Shepherd, czy z telewizji, tym bardziej, że mój tata zaraz wyjął jakąś amatorską kamerę i zaczął filmować. Zaraz jakaś pani podeszła i zapytała się skąd jesteśmy i ja wtedy mówię: “Z Klaksvík” [śmiech], więc widziałam, że ona się tak troszeczkę rozluźniła. Rzeczywiście cały ten ubój, pomijając fakt, że makabryczny, ale przede wszystkim niezbyt profesjonalny, dlatego że mieszkańcy, chyba z racji tego że w Sandvík takie rzeczy dzieją się rzadko, rzucili się do obróbki tego cielska nie czekając na grindaformaðurina, tego zarządcy, szeryfa, menedżera, nazywaj to jak chcesz. On miał dopiero dojechać z Tvøroyri i w jakimś takim szale uczestnicy grindu odrąbali jednemu z tych waleni głowę. To było jeszcze takie straszne, dlatego że ten łeb sturlał się po rampie i ułożył w taki sposób, że głowa tak jakby patrzyła na resztę tego cielska. To było naprawdę makabryczne! No ale potem już przyjechał grindaformaðurin, wszystkich opieprzył na dzień dobry, że co to za samowolka i wtedy właśnie dopiero zaczęło się, najpierw ściąganie skóry z tłuszczem, potem ćwiartowanie mięsa, ważenie, dzielenie. I niby Sandvík to mała wioska, więc zaraz ustawiła się kolejka mieszkańców po swój przydział grindu…

[ŁŁ] Z taczkami.

[KE] Tak, niektórzy byli z taczkami, ale ponieważ to były tylko trzy sztuki, to nie oczekujmy zbyt wiele i niektórzy niestety musieli obejść się smakiem, bo tego mięsa nie wystarczyło. Od tamtej pory grind widziałam wielokrotnie. Zdarzało mi się również, że widziałam go z turystami i reakcje moich gości były różne, od takich bardzo entuzjastycznych: “Jedźmy tam! Tak! Zobaczmy! Szykujemy aparaty!” po takie wręcz: “Nie! NIe chcę tego oglądać! NIe po to tu przyjechałem, a jakbym wiedział to bym tu nie przyjechał!”. 

[ŁŁ] No właśnie. Kiedy ja widziałem po raz pierwszy grind, to było to również z turystami i również z Kingą. Byliśmy również na Suðuroy, pamiętam, że wylądowaliśmy w sklepie i chyba zatrzymywaliśmy się po alkohol…

[KE] Tak! To był Rusan w  Trongisvágur.

[ŁŁ] I tam podniecony sprzedawca powiedział… a to było w Hvalbie chyba?

[KE] Tak! Ale widzisz, wtedy też się zapytaliśmy ekipy, czy chce jechać to oglądać.

[ŁŁ] I chciałem właśnie to powiedzieć! Zapytaliśmy ich, czy chcą to oglądać i może nie było to głośno wypowiedziane, ale jednak każdy chciał to zobaczyć, pomimo tego że, widać było jakąś trwogę i widać było, że oni się tego w jakiś sposób boją. Zresztą ja też się tego bałem. Z jednej strony chciałem to zobaczyć, bo wielokrotnie bywałem na Wyspach Owczych a to było dopiero 3-4 lata temu. Nigdy tego nie widziałem i pomimo, że mam do tego zdystansowany stosunek i nie oceniam Farerów źle, to jednak w jakiś sposób obawiałem się tego widoku. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, to już był taki moment, że te wieloryby były już kilkadziesiąt metrów od plaży i było wiadomo, że zaraz zacznie się cała akcja. To co mnie najbardziej uderzyło, to już nawet nie te sceny samych cięć, mordu, który się tam odbywał, tylko na mnie dwie rzeczy zrobiły największe wrażenie. Z jednej strony ci ludzie, którzy w zorganizowany sposób, bo to był bardzo zorganizowany grind, na sygnał rzucili się do wody będąc ubranymi, oderwanymi praktycznie od swoich codziennych obowiązków mechanikami samochodowymi i tak dalej. Ten widok pędzących ludzi był szokujący z jednej strony, a z drugiej strony jednak trochę szokujące były te odgłosy, bo nie udało się tam wykonać sensownych cięć i te zwierzęta się tam męczyły. Pamiętam też widok naszych turystów, jedna pani płakała…

[KE] Tak, wydaje mi się, że oni po prostu nie do końca wiedzieli co chcą oglądać i z czym to się będzie wiązało, z jakimi emocjami. Z drugiej strony to, na co ja zwróciłam uwagę, to to, że oni mimo wszystko nie opuszczali aparatów. Czyli jest to takie oglądanie czyjegoś barbarzyństwa przy jednoczesnym zmywaniu krwi ze swoich rąk – “Ja w tym nie uczestniczę, oglądam to tylko z boku i filmuję, ale jak coś złego to nie my”, prawda?

[ŁŁ] No tak! Ci, którzy jedzą mięso, nie uważają się za barbarzyńców mimo tego, że to mięso jednak zostało wyprodukowane poprzez zbrodnię, można tak powiedzieć.

[KE] Myślę, że na tym polega cały problem, cała ta kontrowersja związana z wielorybnictwem, bo to się dzieje wszystko na otwartej przestrzeni, gdzie każdy ma dostęp do plaży, każdy może tamtędy przejeżdżać, przechodzić, przyjść się pogapić a nie każdy ma wstęp do rzeźni, prawda? Gdybyśmy zapytali ludzi, czy chcą odwiedzić rzeźnię, to większość powiedziałaby, że nie, bo jednak ma jakieś skojarzenia i może sobie wyobrazić z czym taka wizyta się wiąże, natomiast nie każdy może sobie wyobrazić z czym się wiąże Grindadráp. 

[ŁŁ] Myślę, że wchodzimy tu w pytanie, czy oni robią to w sposób humanitarny. I według mnie robią to w sposób humanitarny. Robią to w sposób humanitarny, bo jednak te zwierzęta przez większośc swojego życia są jednak wolne.

[KE] Tak, zgodzę się! Zgodzę się jak najbardziej, ale z drugiej strony mi też ciężko bronić tego stanowiska, bo jednak patrząc na to jak Farerzy współcześnie żyją, widząc, że półki sklepowe są pełne… i ja rozumiem, że w XIX wieku, gdyby nie mięso waleni to oni nie przeżyliby tutaj ani jednego dnia, ale z drugiej strony w dzisiejszych czasach, gdzie po pierwsze w sklepach jest wszystko, a po drugie tony jedzenia idą tutaj do śmieci. Rozmawialiśmy prywatnie, nie na antenie, o tym, że Farer niechętnie je ten sam posiłek na drugi dzień, że nie szanuje się tutaj jedzenia i są tutaj takie podwójne standardy trochę…

[ŁŁ] Ale to jest taka sama dyskusja jak karp na Wigilię.

[KE] Jasne, jasne! 

[ŁŁ] I to jeszcze mordowany przez nas wszystkich.

[KE] Oczywiście! I ja też podejrzewam, że Polacy też nie życzą sobie komentowania tej tradycji wigilijnej przez ludzi z zewnątrz czy innych kultur i podobnie jest z Farerami. Oni też nie chcą słuchać tych komentarzy z zewnątrz. Natomiast toczy się tutaj na Wyspach Owczych dyskusja, taki wewnętrzny dialog, czy tę tradycję kultywować, czy nie. Jest taka mała grupka ludzi, którzy są przeciw i chcieliby ten Grindadráp albo zupełnie wyeliminować, albo ograniczyć do jakiegoś absolutnego minimum, ale ich głos jest tłumiony w tej całej debacie publicznej. Myślę, że nie ma tutaj możliwości na zakończenie tego procederu. Chcę zaznaczyć, że tego nie popieram i uważam, że oni nie muszą już tego robić. Z drugiej strony nie jestem z pochodzenia Farerką, ale nie przemawia do mnie ta tradycja, nie wychowałam się na waleninie, chociaż zdarza mi się, że ją jem.

[ŁŁ] Na grinwaldzinie.

[KE] Właściwie tak, na grinwaldzinie, dokładnie. Byłabym hipokrytką, gdybym mówiła, że to straszne, bo zdarza mi się jeść wielorybie mięso czy mięso grindwala. Może skupmy się na tym, jak to wygląda w mediach i jak media przedstawiają ten image Farerów.

[ŁŁ] Tak, ale zanim pójdziemy w tym kierunku to chciałbym odnieść się do tego co powiedziałaś. Sam akt grindu zrobił na nie nie-pozytywne wrażenie, ale w jakiś sposób w pełni ich rozumiem i akceptuję to co robią. Bo rzeczywiście półki uginają się od towarów, ale zwróćmy uwagę, że to jest element ich kultury, który sprawia, że to społeczeństwo jest znowu razem. Myślę, że w tym momencie jest jakiś kryzys społeczny, bo to społeczeństwo kiedyś robiło wszystko razem. 

[KE] Mhm, i to jest to samo, co powiedział Kuba Witek, kiedy trafił tutaj na pierwszy grind w Syðrugøta i ten grind jest sfilmowany we filmie “Faroe Way”.

[ŁŁ] To słynne zdjęcie.

[KE] Tak! I plakat reklamujący film. Nota bene, kiedy film był wyświetlany na Owczych, to padła taka sugestia, żeby jednak zmienić plakat, bo Farerzy mogliby uznać akurat ten kadr za prowokację i szukanie taniej sensacji, więc Kuba zmienił plakat na potrzeby lokalnego rynku i na plakacie jest po prostu rybak, zamiast krwawej zatoki w Syðrugøta. Kuba również wtedy powiedział, że on zobaczył jak bardzo ich to integruje, wtedy wszystkie ręce na pokład, bo mamy robotę do wykonania. Z drugiej strony osoba, która widzi to z zewnątrz, może łatwo pomylić to z jakimś festiwalem czy wręcz festynem. A przecież rzeczywiście dawniej tańczono korowodowca na plażach, gdzie dochodziło do polowania, ale nie robiono tego by okazać radość, ale by się ogrzać. 

[ŁŁ] No właśnie! Czyli dopiero znając kontekst kulturowy tego wszystkiego, można wyrobić sobie konkretne zdanie. Warunki geograficzne, które panują na Wyspach Owczych wpychają ludzi we wspólnotę i we współdziałanie, a teraz cywilizacja sprawiła, że łatwiej im żyć osobno i rozprzestrzeniła się tutaj troszkę plaga samotności. Patrząc na to w tym kontekście, nie mam nic przeciwko temu zjawisku. Druga rzecz, to pamiętajmy o tym, że kontekst historyczno-kulturowy jest bardzo głęboko osadzony w ich świadomości i lokalnej literaturze. Grind ratował ich od głodu, a ratunek od głodu jest na pewno mocnym elementem.

[KE] Jest to na pewno dobra wymówka, dobre wytłumaczenie, ale widzisz, cały czas rozpatrujesz to z perspektywy historycznej, tymczasem świat się zmienił.

[ŁŁ] Ok, ale ja to rozpatruję z perspektywy społecznej, bo co oni jeszcze robią razem? Bo przecież razem nie muszą polować na ptaki, tak? 

[KE] Nie no jasne, ale kobiety mogą się spotkać i porobić razem na drutach. Faceci mogą pójść do pubu razem i tam sobie poplotkować i nie muszą wcale spotykać się na plaży z harpunem. 

[ŁŁ] To jest trochę takie atawistyczne, ale ja ich rozumiem. Rozumiem, że tego w jakiś sposób potrzebują i że tę tradycję kultywują, pomimo tego, że sam akt wygląda makabrycznie. Pamiętam, że kiedyś z turystami na wyspie Vágur przejeżdżaliśmy, gdy już było po wszystkim i ciała grindwali leżały na nabrzeżu, jeden przy drugim, były porozcinane, na skroniach miały wyryte numery. Musicie też wiedzieć, że prowadzone są bardzo szczegółowe statystyki praktycznie od 500 lat. Szokujące było to, że jeden z nich, to była samica w ciąży i to było szokujące.

[KE] Tak, tak! Jest to bolesne, to prawda. Ja nie jestem apologetką grindu i staram się mieć trzeźwe spojrzenie na ten temat i nie zasłaniać się tradycją, ale uważam, że media robią dużą krzywdę Farerom.

[ŁŁ] Zdecydowanie.

[KE] To takie clickbaitowe nagłówki, tytuły mówiące o mordzie rytualnym, o tradycji.

[ŁŁ] Odbywające się raz na dwa tygodnie.

[KE] Prawie że… i to doprowadza do tego, że przyjeżdżają turyści i pytają, gdzie i kiedy można zobaczyć ubój wielorybów.

[ŁŁ] I to się zdarza bardzo często, to są chyba teksty pisane przez praktykantów w Wirtualnej Polsce, na Onecie. Te teksty pojawiają się bardzo często w internecie, a Onet, co by nie mówić, ostatnimi czasy stał się takim poważnym medium opiniotwórczym.

[KE] Samo to, że te teksty są udostępniane i bardzo często w nich biczują Duńczyków, że Dania na to zezwala, prawda? Bo jest to proste skojarzenie, że Wyspy Owcze to Dania. Pamiętam taką sytuację na Facebooku, kiedy jeden z artykułów tego pokroju udostępniła pani Karolina Korwin-Piotrowska i napisała tylko krótki komentarz, że ludzie to najgorsze stworzenia na świecie i jeszcze jakiś bluzg był do tego. To był bodajże artykuł z Super Expressu, że trwa rytualna rzeź delfinów na Wyspach Owczych. Oczywiście pod tym postem multum komentarzy, głównie są to komentarze negatywne, wręcz hejt wylewający się z komentarzy, hardcorowa agresja, gdzie na przykład ludzie w komentarzach życzą Farerom śmierci, że tak powinno się tutaj dzieci farerskie wyżynać, że powinni na nas bombę atomową zrzucić i to jest poziom, prawda? Ja zupełnie niepotrzebnie weszłam w tę dyskusję, a właściwie podjęłam próbę merytorycznego dialogu, na zasadzie “Porozmawiajmy, spójrzmy wielowymiarowo na to wszystko”, ale to absolutnie nie miało żadnego sensu i bardzo szybko zostałam zhejtowana, a na koniec sama się już wypisałam z tego fanpage’a pani Piotrowskiej. Często trafiam na coś takiego w internecie. Przyniosłam tutaj na naszą dzisiejszą rozmowę książkę mojego ulubieńca Ove Løgmansbø, ale któż to jest? [śmiech] Teraz wiemy już, że jest to Remigiusz Mróz i tą mało udaną próbą podszycia się za Farera, a właściwie za pół-Farera napsuł mi trochę krwi. Mam tutaj drugi tom tej trylogii pod tytułem “Połów” i podaję fragment o Grindadráp:

“Co roku urządzano tradycyjny połów w którym brali udział wszyscy mieszkańcy Vestmanny. Nie miał stałej, z góry wyznaczonej daty, odbywał się, kiedy któryś z rybaków wypatrzył ławicę w cieśninie Vestmannasund.” 

I tu wszystko cały czas odnosi się do tych naszych nieszczęsnych grindwali.

[ŁŁ] Ławica, czyli szkółka wielorybia grindwali, no ok.

[KE] I nie uważasz, że to jest tylko takie przyklepywanie stereotypów, że to jest doroczny festiwal.

[ŁŁ] No jest! A największym hejtem i największą agresją wykazują się ci, którzy od samego początku mają złe założenia, czyli twierdzą właśnie, że to jest coś rytualnego, że się odbywa regularnie jako rodzaj festiwalu. Oni są najbardziej agresywni i widzicie, że temat grindu podejmowany jest w zasadzie w polskim przypadku przez celebrytów. Kiedy myślę o celebrytach, to od razu przypominają mi się Twoje spotkania z Pamelą.

[KE] Z Pamelą Anderson!

[ŁŁ] Z Pamelą Anderson na plaży w Tjørnuvík.

[KE] Nie, nie, to było spotkanie z Pamelą na lotnisku.

[ŁŁ] Na lotnisku jednak? Ja pamiętam opowieść w ten sposób…że na plaży…

[KE] Nie, nie, nie! To chyba coś sobie ubzdurałeś, tak nie było, prostuję, od razu sprostowanie dziennikarskie. To było na lotnisku tutaj na Wyspach Owczych. Pamela miała przylecieć dwa dni wcześniej, ale niestety pogoda była kiepska, samoloty jej poodwoływali i ona biedna musiała koczować w Kopenhadze i chyba była w ogóle zaskoczona, że w Atlantic Airways nie ma Business Class i musiała lecieć ze zwykłymi ludźmi, ale nie chcę być wredna. Odwoziłam akurat moją mamę i jej koleżankę na lotnisko, odstawiałam je na terminal i zauważyliśmy, że jest duż grupa ekologów z Sea Shepherd, która czekała na kogoś. Powiedziałam wtedy: “O, chyba wreszcie wyjeżdżają!”, a wtedy koleżanka mojej mamy mówi: “Chyba nie, bo nikt z nich nie ma żadnego bagażu, a dziewczyny nie mają nawet torebek przez ramię.” Rzeczywiście, nie trzeba było długo czekać, nagle wychodzi Pamela, na obcasach, bo miała takie sandałki na obcasie, pięć walizek Louis Vuitton. Była z synem i asystentem i okazało się, że ci ekolodzy właśnie odbierali Pamelę z lotniska. Pamela przyjechała na Wyspy Owcze na cztery dni, żeby pojawić się gościnnie w serialu “Whale Wars”, który realizował kanał Discovery. Format był taki, że pokazywano walkę ekologów z Sea Shepherd o zaprzestanie polowań na grindwale i potrzebowali jakiegoś celebryty, kgoś, kto ich wesprze i będzie medialny. Kariera Pameli chyba wtedy trochę podupadła, więc dla niej to też było trochę publicity i była tutaj cztery dni. A ja akurat byłam tutaj w bonusie później, jak już wracałam z lotniska…

[ŁŁ] I spotkałaś ją…

[KE] Nie! I znowu sobie coś dopowiadasz! [śmiech] Słyszałam akurat w radio wywiad z nią z konferencji prasowej, ponieważ radio leciało na całego bonusa. Pamela mówiła tam przede wszystkim dlaczego zdecydowała się wesprzeć Sea Shepherd. Ta jej argumentacja była tak miałka i tak dziecinna, że zobaczyła te straszne zdjecia krwi w zatoce i to po prostu złamało jej serce i dlatego postanowiła dać darowiznę w wysokości iluś set tysięcy dolarów na Sea Shepherd. Jakoś ciężko było mi uwierzyć, że Pamela zrobiła jakiś dogłębny research i zbadała temat i zna za i przeciw. No ale dobra, rozumiem, że ona to też zrobiła, żeby pojawić się w tym serialu paradokumentalnym.

[ŁŁ] A powiedzmy właśnie o Sea Shepherd i opowiedzmy też o tym serialu. Co to za klimat?

[KE] Z tego co wiem były 2 sezony “Whale Wars” na Discovery tutaj na Wyspach Owczych. Ja widziałam tylko pierwszy sezon i już sam ten pierwszy sezon miał tyle błędów, tyle przekłamań i tyle takiej sztucznie podkręcanej sensacji. Pamiętam taką scenę tutaj w Klaksvik, kiedy jeden z katamaranów zatrzymał się w porcie.

[ŁŁ] Trimaranów chyba, był też taki trimaran.

[KE] Tak! I tutaj jak przypływają to mają katamarany, trimarany, helikoptery, jakieś pontony i inne bajery i są super wyposażeni. Nota bene straszą też miejscowe ptactwo tymi swoimi sprzętami. [śmiech] Jest tam taka scena, że cała załoga Sea Shepherd dokuje w porcie i schodzą się okoliczni mieszkańcy, żeby zobaczyć kto to, co to i co jest grane. 

[ŁŁ] Przyleciało ufo. [śmiech] [KE] Tak! A tymczasem narracja pokazuje to w taki sposób, że mieszkańcy gromadzą się w porcie, żeby zrobić jakiś zmasowany atak na ten katamaran, czy trimaran. Jeden z Farerów ma piwo i ktoś z tego całego wianuszka Sea Shepherd mówi, że zaraz będą rzucać w nas butelkami. To jest tak podkręcone! Oczywiście tam do niczego nie doszło. Farerzy po prostu przyszli, popatrzyli, każdy wrócił do domu i koniec. Ale oczywiście, żeby było jakoś sensacyjnie i żeby była jakaś taka niepokojąca narracja, to są tam tego typu żałosne zabiegi. Poza tym są tam błędy tego pokroju, że na przykład masz zdjęcie Lerwick na Szetlandach, a jest podpisane, że to Klaksvik.

[ŁŁ] O Jezus! 

[KE] No właśnie! WIęc to jest paździocha na maksa! Tutaj widać ten nieprofesjonalizm, brak wiedzy, chaos, zamęt faktograficzny. Więc nie, nie, ja hejtuję ten serial absolutnie! Drugiego sezonu z Pamelą już nawet nie widziałam. Natomiast jeśli chodzi o Sea Shepherd, to jest to organizacja założona przez Paula Watsona, który był wcześniej w Greenpeace i to Sea Shepherd jest taka odnogą Greenpeace. Paul Watson znalazł sobie właśnie taką niszę, że on będzie bronił życia morskiego i będzie się skupiał tylko na tym. Dlatego on nie tylko walczy tutaj na Wyspach Owczych, on też terroryzuje Japończyków, bo przecież oni tam też zabijają grindwale, więc on jest też regularnie w Japonii, bo tam też ten ubój jest dużo, dużo większy. Japończycy się w ogóle tym nie przejmują, a jednak tutaj Farerów jest jednak trochę mniej i oni niechętnie biorą na siebie ten czarny PR. Sea Shepherd ma tutaj złą sławę i co jakiś czas, gdy aktywiści się tutaj pojawiają, to Farerzy są nastawieni bardzo bojowo. Zauważyłam, że w tych latach, kiedy przyjeżdżają aktywiści z Sea Shepherd, to Farerzy są dosyć nieprzychylnie nastawieni do cudzoziemców, dlatego że oni wtedy nie wiedzą, czy dana osoba to jakiś przypadkowy turysta, czy jest to ktoś z Sea Shepherd. Rozumiem to podejście, tym bardziej, że oni nie zawsze chodzą w koszulce z czaszką i przekreślonymi harpunami, bo takie jest mniej więcej ich logo. Patrząc na to stricte finansowo to im się nie opłaca to, żeby Farerzy postanowili przerwać Grindadráp i tę tradycję zagrzebać, bo wtedy nie mają pretekstu do zbierania funduszy. [śmiech] A to jest oczywiście jakaś organizacja NGO, żyją z donacji i dotacji, więc to jest trochę taka walka z wiatrakami. Pamiętam, że wtedy jak przyjechała Pamela to niestety ci działacze SS, mówiąc w skrócie, bo Sea Shepherd [śmiech], niestety “zasłynęli” tym, że między innymi kradli papier toaletowy z publicznych toalet, a także ukradli bezalkoholowe piwo ze sklepiku na Nolsoy, oraz pieniądze z puszki z kościoła. To był w ogóle moment taki, w którym te wiejskie kościółki zaczęto zamykać. To jest straszne, bo uwielbiam kościół w Kalsoy na Húsar i chcę tam na przykład przyprowadzić moich turystów i nie mogę, bo jest zamknięte, właśnie po tym incydencie. Żenada, żenada! Poza tym byłam też wręcz świadkiem takich manipulacji [śmiech].

[ŁŁ] Pozdrawiamy Maćka!

[KE] Pozdrawiamy! Byłam wręcz świadkiem manipulacji Sea Shepherd tutaj na archipelagu. Jedną z nich było między innymi nieudana próba przerwania Grindadráp. To miało miejsce na Sandoy i jak dobrze wiesz taka próba grozi więzieniem, bo jest to łamanie prawa na Wyspach Owczych. Grupka aktywistów Sea Shepherd postanowiła przerwać polowanie, ale chciała to zrobić w sposób taki bardzo medialny. Oni dobrze wiedzą, podobnie jak my, że próba zakłócenia polowania jest niezgodna z prawem i może zakończyć się nawet więzieniem, albo jakąś wysoką grzywną. Więc oni wysłali jedną osobę ze swojej grupki, żeby demonstracyjnie wbiegła do wody, narobiła jakiegoś zamieszania, rwetesu, zwróciła na siebie uwagę, podczas gdy reszta aktywistów nagrywała całą scenkę stojąc na pobliskim pagórku. Oczywiście ten filmik trafił do sieci pod hasłem: “Zobaczcie! Próbujemy powstrzymać to szaleństwo! [śmiech], ale niestety nasi aktywiści zostali aresztowani i pomóżcie nam teraz, wpłacajcie pieniądze! Donate now!” Jest to ewidentnie robione pod publiczkę. Z kolei inny przypadek, który pamiętam sprzed lat może pięciu. W Fuglafjørður na plaży wylądowała grupa chyba 12, czy 10 grindwali. Oczywiście zaraz ci z Sea Shepherd pojechali, wrzucają zdjęcia na Twittera z informacją, że to stado zaraz zostanie zarżnięte i jesteśmy tutaj, żeby temu zapobiec, ale nie możemy nic zrobić.

[ŁŁ] Donate now! [śmiech] [KE] Dokładnie, dokładnie! Tymczasem Farerzy postanowili tych grindwali nie mordować, tylko je zaczipowali i wypuścili z powrotem do oceanu, żeby zobaczyć którędy te stada przepływają, jaką one mają trasę. No i co zrobili członkowie Sea Shepherd? Wrzucili nowego tweeta, mówiąc, że dzięki ich interwencji te oto grindwale ocalały. Także tutaj jest bardzo sprawnie prowadzona narracja. Farerzy są w sumie zbyt mali, czy nieświadomi, czy marketingowo niesprawni…

[ŁŁ] No tak, ale rząd Wysp Owczych powołał organizację, która jest odpowiedzialna za tworzenie farerskiej narracji w tej kwestii, więc coś powstaje, próbują z tym walczyć, ale jest to jednak walka z wiatrakami i nie są w stanie się przebić. Chociaż kto wie, PRowo są świetni, Visit Faroe Islands jest niesamowitą organizacją, która prostymi i relatywnie akcjami propaguje turystykę na Wyspach Owczych.

[KE] No tak, propagują, ale z drugiej strony….

[ŁŁ] Walka z negatywnym komunikatem jest trudniejsza.

[KE] Właśnie, otóż to! Oni nie walczą z tym czarnym PRem, tylko tworzą nowe kampanie, które w ogóle nie zakrawają o kontrowersyjne momenty, prawda?

[ŁŁ] Ale też patrząc na turystów, którzy przyjeżdżają do nas na nasze wycieczki, chociażby ta ostatnia grupa, bo pożegnaliśmy właśnie pierwszą grupę w tym roku, tam w ogóle ten temat nie był podejmowany. To byli ludzie, którzy byli bardzo gruntownie przygotowani do wycieczki na Wyspy Owcze i przeczytali większość dostępnej literatury w języku polskim i tego tematu nie było.

[KE] To prawda!

[ŁŁ] A była też jedna wegetarianka.

[KE] Ale myślę, że to też tak jak mówisz, świadomość grupy była większa i nawet niektórzy mieli nasz przewodnik i podejrzewam, że czytali ten rozdział, czy podrozdział o grindzie.

[ŁŁ] Czytaliśmy wspólnie!

[KE[ [śmiech] A, no widzisz! Robiłeś odczyt na plaży.

[ŁŁ] Kiedy już nie było co robić, to mówię: “To poczytajmy!” [śmiech] [KE] Bardzo dobrze! Myślę, że ludzie przyjechali już przygotowani i może nawet wręcz moralnie gotowi na doświadczenie czegoś takiego.

[ŁŁ] Myślę, że w ogóle nie było tego rodzaju tematu w ich przemyśliwaniach przed przyjazdem. Szczerze mówiąc, mam takie wrażenie. Naprawdę nie przypominam sobie, też z zeszłego sezonu, jakiejkolwiek osoby, która by mnie o to wypytywała, a jestem wypytywany o wiele rzeczy w aspekcie Wysp Owczych, ale ten temat się nie pojawił.

[KE] Nie pojawił się też dlatego, że…

[ŁŁ] Polacy żyją w poczuciu winy związanym z karpiami? [śmiech] [KE] Możliwe, ojej, nigdy tak o tym nie myślałam, ale tak może być! NIe, myślę, że to idzie takimi falami, że akurat latem, kiedy zdarza się, że te grindy są jeden za drugim i pojawiają się artykuły we Faktach i innych Super Expressach i wówczas trafiają w polski obieg, gdzieś w infoseferę, to może wtedy ludzie przyjeżdżają i są bardziej nasyceni i wypytują. A teraz, ponieważ grindów nie było przez ostatnie tygodnie i miesiące, to dlatego ten temat jest taki trochę wygłuszony. Tak też może być.

[ŁŁ] Kontrowersyjnych tematów na Wyspach Owczych nie brakuje.

[KE] W każdym razie podzielcie się koniecznie komentarzami, co Wy o tym sądzicie, czy staracie się nie oceniać, czy uważacie że wszystko podlega ocenie, czy oceniacie pozytywnie, czy negatywnie, chętnie poczytamy!

[ŁŁ] I zapraszamy na kolejny, równie kontrowersyjny odcinek!

[KE] Dziękujemy!

[ŁŁ] Do zobaczenia! Cześć!

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments