Okładka podcastu 4

#4 | Subiektywnie o atrakcjach turystycznych Wysp Owczych, cz.2

8 kwietnia 2020

W czwartym odcinku podcastu „Wyspy Owcze bez tajemnic” kontynuujemy temat wiodących farerskich atrakcji turystycznych i naszych odczuć z nimi związanych. Tym razem zabierzemy Was m.in. na wyspę Kalsoy , do historycznej osady Kirkjubøur oraz na najbardziej południowy skrawek Wysp Owczych – Suðuroy. Zapraszamy!

Wysłuchaj na:


Transkrypcja odcinka

Specjalne podziękowania za transkrypcje dla Barbary Nowickiej!

Cześć! Ja jestem Łukasz Łach i prowadzę Klub Miłośników Wysp Owczych FAROE.PL, a to jest podcast Wyspy Owcze Bez Tajemnic, gdzie wraz z Kingą Eysturland z facebookowego profilu Polonia Farerska opowiadamy o najbardziej tajemniczym archipelagu w Europie. Zapraszamy!

[ŁŁ] Dzień dobry! Witamy wszystkich bardzo serdecznie w czwartym odcinku naszego podcastu Wyspy Owcze Bez Tajemnic! Zapraszają…

[KE] Kinga Eysturland…

[ŁŁ] i Łukasz Łach! Bardzo nam miło! Kontynuujemy dzisiaj temat, który rozpoczęliśmy w zeszłym odcinku, dwa tygodnie temu, czyli nasze subiektywne zestawienie topowych atrakcji na Wyspach Owczych. Będziemy je wymieniać, ale będziemy też opowiadać o naszych doświadczeniach związanymi z tymi miejscami. W zeszłym odcinku skończyliśmy na czymś ważnym, bo skończyliśmy na Saksun a teraz będzie równie, równie ciekawie i przenosimy się na Kalsoy. Kiniu, bywałaś tam częściej chyba niż ja, takie mam wrażenie…

[KE] No pewnie, bywałam i bywam, ponieważ uwielbiam Kalsoy…

[ŁŁ] I będę bywać!

[KE] [śmiech] Tak jest! I bardzo się cieszę, że farerski przemysł turystyczny odkrył to miejsce, a także, że zostały tam poczynione pewne inwestycje, które zaczęły turystów przyciągać. Na pewno Kalsoy jest takim punktem must-see, zwłaszcza dla osób, które są na Wyspach Owczych po raz pierwszy. I tutaj mamy kilka pięknych miejsc na Kalsoy do odwiedzenia. Na pewno warto zatrzymać się we wsi Mikladalur, w której znajduje się pomnik Kobiety-foki, postawiony tam w roku 2015. A także znajduje się tam niewielka leśna plantacja, w której w sezonie letnim można natknąć się na maślaki! To jest moje miejsce do zbierania grzybów, a że niewiele osób wie…

[ŁŁ] Plantacja… brzmi dwuznacznie…

[KE] [śmiech] …o tych maślakach, także z reguły one tam są i polecam tam się wybrać z jakąś siateczką i nożykiem i można wtedy sprawić, że polskiej tradycji grzybobrania stanie się zadość. Chyba takim kolejnym topowym miejscem na Kalsoy jest latarnia morska Kallur, która znajduje się na północnym przylądku o tej samej nazwie. Szlak do latarni pokonałam po raz pierwszy w zeszłym roku, ponieważ byłam dosyć uprzedzona. Wydawało mi się, że jest to taki bardzo trudny szlak a ja kondycyjnie no może niekoniecznie jestem mistrzem, ale okazało się, że wcale nie jest tak źle. Wychodzę z założenia, że jeżeli ja mogę gdzieś dojść to każdy może, więc szlak jak najbardziej polecam! Udało mi się tam trafić w okienku, kiedy nie było turystów, szlak był wówczas darmowy a obecnie jest on płatny 200 koron, ale nie wiadomo, czy ta opłata zostanie utrzymana.

Wycieczki na Wyspy Owcze z pasjonatami z Faroe.pl
[ŁŁ] Ja na Kalsoy trafiłem bardzo późno i wynika to chyba też z tego, że kiedyś eksploracja Kalsoy była utrudniona, chociażby z tego faktu, że nie było tam promu samochodowego, tylko był prom pasażerski. Był tam oczywiście mały busik, który woził… ale w jakiś sposób mnie to zniechęcało, nie wiem dlaczego. Trafiłem tam późno i przyznam teraz to jest jedno z moich ulubionych miejsc i wracam tam zawsze podekscytowany i z pełną energią bo szlak na latarnię, na Kallur to ostatnie miejsce na Wyspach Owczych, które sprawiło że, kiedy się tam znalazłem, po prostu krzyczałem z radości i podniecenia, bo moim zdaniem to miejsce jest, obok Mykines, najpiękniejsze miejscem na Wyspach Owczych. Raz, że bajkowo wygląda przestrzeń wokół tej latarnii, ale też 360 stopni dookoła jest wszędzie coś interesującego i podniecającego. Te kaskadowo wyłaniające się przylądki, ale też wystające skały Wiedźma i Olbrzym, wodospad po jednej stronie a po drugiej stronie Enniberg i Kunoyarnakkur. Przepiękne, najwyższe klify na Wyspach Owczych. Miejsce poraża swoją urodą!

[KE] To prawda! Zwłaszcza ten klif, który jest przy latarnii i jest siedliskiem tych wszystkich ptaków… no mi po prostu odebrało mowę, kiedy go zobaczyłam! Zgadzam się z Tobą, podzielam zachwyt i uważam, że warto się pomęczyć, żeby zobaczyć to na własne oczy, bo żadne, powtarzam, żadne zdjęcie, nawet okładka National Geographic Traveler tego nie oddaje!

[KE] Bajkowe miejsce i ten szlak zajmuje około godziny, spiesząc się można to zrobić w 45 minut. Ale powinniśmy też wspomnieć też o tym, że wyspa Kalsoy to wyspa superbohaterów! Bądźmy precyzyjni bo trzeba wspomnieć o tym, że w ostatnim Bondzie, który do tej pory ze względu na Covid się jeszcze nie ukazał, kilka scen było tam kręconych i właśnie wioska Trøllanes została wykorzystana, z tego co widziałem w trailerze…

[KE] Ja też widziałam ten trailer i Kalsoy pojawia się tam dosłownie na ułamek sekundy, natomiast komputerowo do Trøllanes zostało doklejone całe wybrzeże z jakąś bazą wojskową. Myślę, że ta ingerencja  grafików komputerowych jest dosyć spora i nie wiem na ile tak naprawdę oddaje klimat Kalsoy. Jest to tylko lokalizacja filmowa i dlatego David Craig, który odtwarza rolę tytułowego Bonda nie pojawił się na Wyspach Owczych.

[ŁŁ] Uff… no może to i dobrze, dlatego że wtedy już wogóle nie możnaby było wjechać na Kalsoy bo to wtedy już by było bardzo, bardzo znane miejsce. Ale zachęcamy, by będąc na Kalsoy, do pobawienia się w pewnego rodzaju grę terenową. Kalsoy jest znana jako wyspa-fujarka, dlatego, że ta wyspa na około 17 km długości i większość jest bardzo wąska. W najszerszym miejscu ma około kilometra szerokości. Wyspa jest wzdłuż ciągiem wyłaniających się gór i poprowadzona jest droga, która prawie w połowie prowadzi w tunelach. Są cztery tunele i w jednym z tych tuneli jest ukryta odnoga! Nie powiemy Wam w którym tunelu, ale jadąc tymi tunelami pobawcie się szukając na lewo czy na prawo odnogi. Ja zawsze przeprowadzam taką grę z moimi turystami i chcę Wam powiedzieć, że kiedy  byłem tam po raz ostatni, a prezentuję to zawsze jako ukrytą dolinę, coś mistycznego i wyobraźcie sobie, że kiedy tam wjechaliśmy, a wybraliśmy się na Kalsoy rano, więc byliśmy tam koło godziny ósmej, może nawet wcześniej przypłynęliśmy tam promem, to wjechaliśmy i co tam zobaczyliśmy? Zobaczyliśmy tam auto na polskich rejestracjach z Gdańska nota bene! Nasi rodacy znaleźli sobie tam zaciszne miejsce, żeby przenocować. Nie polecam tego rodzaju akcji!

[KE] No ładnie!

[ŁŁ] Czy to ty opowiadałaś, że miałaś kiedyś okazję spotkać właściciela tej doliny?

[KE] Tak! Ja z kolei wybrałam się tam swego czasu ze swoimi turystami i również bawiliśmy się w szukanie tej odnogi. Po jej odnalezieniu skręciliśmy w ten dodatkowy tunel, on ma zaledwie 200 metrów i wychodzi w niewielkiej dolince na pole kartofli, hasa kilka owiec… i trafiliśmy akurat na moment, gdzie zastał nas właściciel tej ziemi! Spojrzał na nas z dużą dezaprobatą, także nikt z nas nie miał nawet ochoty, że wychodzić, robić jakiś zdjęć tylko od razu zawinęliśmy się z powrotem do tunelu. Można powiedzieć, że na Kalsoy jest 4 i pół tunelu łącznie.

[ŁŁ] Zobaczcie jaka tu jest niesamowita kultura,bo ja już to nazywam kulturą, budowa tuneli. Te tunele powstały w latach siedemdziesiątych, albo sześćdziesiątych nawet. Na Kalsoy był chyba jeden z pierwszych?

[KE] Nie, nie nie! Pierwszy był na Suduroy, to był tunel Trongisvágur-Hvalba i on powstał ze względu na kopalnie węgla w Hvalbie, dlatego że port w Hvalbie jest dość płytki i ciężko było wywozić stamtąd węgiel, dlatego transportowano go ciężarówkami do portu w Tvøroyri i on dalej sobie wypływał na inne części archipelagu. Natomiast potem tunele najstarsze są już na wyspach północnych, czyli jest to Klaksvik, Oyndarfjørður i Norðdepil.

[ŁŁ] OK, ale to na pewno tunele na Kalsoy są jednymi z pierwszych i to widać też po architekturze i projektowaniu! To są tunele pozbawione betonowej otoczki i człowiek ma wrażenie, że jedzie tunelem wprost do wnętrza ziemi i piekieł i to też robi fajne wrażenie!

[KE] Dodajmy, że są to tunele jednopasmowe i nieoświetlone…

[ŁŁ] Z mijankami!

[KE] …więc towarzyszy takie uczucie wjeżdżania do kopalni.

[ŁŁ] Tak! A czasami spotyka się w tych tunelach bawiące się dzieci lub przejeżdżające na rowerach z jednej miejscowości do drugiej, sam byłem świadkiem takiej akcji. Czasami można oczywiście napotkać owieczkę. Są tam różnego rodzaju farerskie przemyślne systemy, żeby one się tam nie dostawały, ale się dostają. Mówię o tych tunelach po to, żeby pokazać Wam, że została zrobiona odnoga tunelu, która ma 200 metrów, po to, żeby rolnik mógł dostać się do zapomnianej doliny, bo ma tam swoją ziemię. Z jednej strony jaki socjal, myślenie w kategoriach całej społeczności a z drugiej strony pewnego rodzaju bogactwo, bądźmy szczerzy, bo budowanie takich konstrukcji po to, żeby jeden człowiek mógł tam gospodarować produkując tonę ziemniaków w skali roku, to… na pewno ten tunel się nie zwrócił! Dobrze! Z Kalsoy jesteśmy zatem na wyspach północnych i zmierzamy do centrum. Zmierzamy do centrum, do farerskiej Częstochowy, jak to czasami określam, czyli Kirkjubøur.

[KE] Kirkjubøur!

[ŁŁ] Ale ja i tak jestem, powiem Wam, jak patrzę jak ewoluowały moje określenia na tę miejscowość, to i tak jestem zadowolony, że jestem w połowie drogi do poprawnej wymowy. [śmiech] [KE] Tak, tak! Na pewno jest dużo lepiej! Poprawę zauważyłam.

[ŁŁ] Tak, bo początki były złe. Dobrze! Miejsce szczególne w kulturze Farerów, prawda? Ja chyba za nim aż tak bardzo nie przepadam. Kiniu, co ty na temat tego miejsca sądzisz? Warto, czy nie warto? Jakie były Twoje pierwsze doświadczenia?

[KE] Myślę, że w kontekście Kirkjubøur nie możemy rozpatrywać warto, czy nie warto. Jest to miejsce, które po prostu trzeba odwiedzić, ponieważ ma dużą wartość historyczną. A takich miejscówek, gdzie mamy namacalną wręcz historię jest na Wyspach Owczych niewiele, bo tak naprawdę ze wszystkich stron bombarduje nas przepiękna przyroda, krajobrazy a tutaj mamy farerską historię. To aż trzy zabytki stojące po sąsiedzku: nieukończona katedra świętego Magnusa, najstarszy w Europie drewniany dom a także najstarszy kościół protestancki, wciąż czyny na archipelagu.

[ŁŁ] Świętego Olafa chyba.

[KE] Olafa, tak. Dlatego na pewno warto do Kirkjubøur się pofatygować, tym bardziej że stosunkowo łatwo się tam dostać. Można oczywiście dojechać samochodem, jest dobra droga, która prowadzi nas aż do wsi i tam jest bardzo duży parking a infrastruktura jest dobra. Mamy też dwa autobusy kursujące z Tórshavn, czerwone autobusy miejskie i one są darmowe. Nic prostszego więc jest to jazda obowiązkowa.

[ŁŁ] Tak, to jest okazja na to żeby spotkać się z farerską kulturą, zdecydowanie. W tym drewniany domu, o którym wspominała Kinga, mieszka rodzina Paturssonów, jedna z najbardziej znamienitych lokalnych farerskich rodzin.

[KE] Mieszka tam już siedemnaste pokolenie tej rodziny. Z jednej strony jest to niesamowite, z drugiej strony mam wrażenie, że dzieci chowające się w tym rodzie czują ogromną presję, że one również muszą pozostać w tym domu i kultywować tę tradycję.

[ŁŁ] Że muszą pozostać w tym dom, ale myślę, że nie czują presji na to, żeby być lepszymi od swoich przodków, bo ja tego nie widzę po obecnym rezydencie tego miejsca. Z drugiej strony myślę, że trudno im się wyprowadzić, bo musicie wiedzieć, Ci którzy tam byli to zdają sobie z tego sprawę, że ten dom stoi przy tym starym kościele świętego Olafa. Między domem a kościołem jest stary cmentarz i tam leżą właśnie ich przodkowie i zawsze to były jakieś tuzy życia lokalnego, pierwsi posłowie do Folketingu, czyli duńskiego parlamentu i posłowie do farerskiego parlamentu, pierwsze feministki..

[KE] Podróżnicy! Rzeczywiście znamienity ród.

[ŁŁ] Tak! Fajne jest to, że do tego domu można wejść, do jego części, która nazywa się…

[KE] Roykstova, czyli pokój dymu.

[ŁŁ] Można zobaczyć narzędzia do grindu, można tam poczuć klimat sag Wikingów, zdecydowanie! Też warto powiedzieć o tym, że, i tutaj bardzo Farerów i w ogóle chyba Skandynawów podziwiam, za pewnego rodzaju konsekwencję architektoniczną, którą widać w tym miejscu. Wzorując się na tym bardzo charakterystycznym domu, najstarszym drewnianym domu, który ma czarną elewację z czarnego drewna i czerwone okna, większość budynków w całej miejscowości jest zbudowana w tym samym klimacie i robi to bardzo, bardzo fajne wrażenie. Nikt na siłę nie próbuje się wyróżnić, nie znajdzie się tam ani kolumienek, ani niczego w tym klimacie. [śmiech] [KE] Ani kamiennych lwów przed domem!

[ŁŁ] Właśnie! I krasnali… chociaż jest takie miejsce, gdzie są krasnale w ogrodzie! Pamiętasz? W Gjógv [KE] To jest w Gjógv, tak, tak. Mieszkańcy na pewno przedobrzyli. Ale jest również takie straszne gospodarstwo we wsi Kaldbak, gdzie w murek okalający dom i całe to gospodarstwo wcementowano milion różnych cementowych figurek i pamiątek. Wygląda to strasznie! Jeszcze tylko brakuje tam laleczki Chucky. Jak widać nie wszyscy mieszkańcy Wysp Owczych mają podobne poczucie estetyki jak mieszkańcy Kirkjubøur.

[ŁŁ] Tak… minimalizm skandynawski… No ale nie zapominajmy o tureckich najazdach i francuskich najazdach, które miały tam miejsce 300 lat temu, więc kto wie… Dobrze! Ale wracamy do…

[KE] Myślę, że pora przenieść się na dalekie południe! I porozmawiać…

[ŁŁ] Ja tego unikam! Robię wszystko, że uniknąć przenosin „na dalekie południe”. Zaraz powiem Wam o co chodzi, chcę tylko powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy. W miejscowości Kirkjubøur… dobrze to wymówiłem?

[KE] Kirkjubøur.

[ŁŁ] W Kirkjubøur [śmiech] jest fenomenalny widok, też kilka warstw i warto się wybrać za katedrę świętego Magnusa i wtedy widać katedrę, najstarszy drewniany dom ale też wyłania się niesamowita perspektywa wyspy Koltur, która ma kształt jedyny w swoim rodzaju. Byliśmy tymi szczęściarzami z Kinią, w zeszłym roku mieliśmy okazję tam być, niesamowite doświadczenie, może kiedyś o tym opowiemy w jednym z naszych odcinków.

[KE] Koniecznie, koniecznie! Był to mój prezent urodzinowy i jeszcze chętnie wybiorę się na pewno na Koltur.

[ŁŁ] Dużo adrenaliny przy tym wszystkim było, bo wyjście z łodzi na wyspie Koltur jest mocne. Gdybyście wy chcieli się przenieść na tę wyspę, to polecamy Wam film „Syn Ptasznika”, gdzie część akcji dzieje się właśnie na wyspie Koltur, która w filmie nie jest wyspą Koltur ale jest okolicami wyspy Vágar. Ale nie wchodzimy dalej, lecimy, lecimy! Niestety! Lecimy na południe, wyspa Suðuroy. Nie mam nic do powiedzenia w tym temacie. Kinia oddaję Ci głos!

[KE] [śmiech] No właśnie nie rozumiem do końca Twojego uprzedzenia względem Suðuroy, ponieważ dla mnie jest to jedna z topowych Owczych wysp i z przyjemnością zabieram tam turystów. Uważam, że ma naprawdę mnóstwo ciekawych widoków do zaoferowania, multum klifów, naprawdę spektakularnych! Poza tym jest to taka wyspa na której, już się coś dzieje. Jest kilka wsi i miasteczek, warto wybrać się do Fámjin, zobaczyć prototyp farerskiej flagi, dzisiaj to jest taki artefakt historyczny. Ja bardzo wysoko oceniam Suðuroy, ale myślę, że Twoja niechęć może wynikać z tego, że miałeś tam kiedyś kolizję z owcą…

[ŁŁ] Nie chcę wracać… nie wracam w swoim życiu do smutnych… [śmiech]  Ale chcę Ci powiedzieć, że cieszę się, że tam wtedy ze mną byłaś, bo dzięki Tobie ta sytuacja, która mogła się skończyć źle, skończyła się dobrze i jeszcze raz z tego miejsca, Kiniu, bardzo Ci dziękuję!

[KE] Nie ma za co! Cieszę się, że owca wytrzymała to nierówne starcie.

[ŁŁ] Tak! Przeżyła, przeżyła! Powinniśmy to powiedzieć na wstępie, rzeczywiście, że było bliskie spotkanie z owcą, ale przeżyła!

[KE] Poza tym to co ja jeszcze sobie cenię na Suðuroy to są te maleńkie różnice językowo-kulturowe. Myślę, że nie-Farerczyk, może tego nie wyczuć, ale już sam suðuroyski dialekt i gwary, które wciąż funkcjonują w jego obrębie, są dla mnie, jako filolożki wręcz fascynujące! Poza tym ci ludzie na Suðuroy mają zupełnie inny temperament, jednak to są południowcy, jakkolwiek by na to nie patrzeć! [śmiech] Więc oni są bardziej temperamentni…

[ŁŁ] [śmiech] 40 kilometrów od Tórshavn!

[KE] Tak! I są bardziej skorzy do awantur, bitki…

[ŁŁ] Czyli na weselach na Suðuroy sztachety lecą! [śmiech] [KE] [śmiech]…więc ja na to też spoglądam z takiego kulturowego punktu widzenia.

[ŁŁ] I to jest właśnie ciekawe!

[KE] Jest to wyspa na której spokojnie można spędzić cały dzień, można wybrać się tam na weekend. Na pewno mając do wyboru wycieczkę na przykład na Sandoy na cały dzień, a na Suðuroy, z pewnością radzę wybrać Suðuroy. Tym bardziej, że płynąc na Suðuroy z Tórshavn możemy również minąć pomniejsze wyspy, właśnie Skúvoy, Dímuny, wybrzeże Sandoy, także możemy wzrokiem ogarnąć dużą część Wysp Owczych.

[ŁŁ] To jest ciekawe, jak każdy z nas ma różną optykę. Ty zwróciłaś uwagę na kwestię języka, kwestię kultury, kwestie, których ja nigdy nie podejmę, bo nie jestem filologiem i nie mówię po farersku. Dla mnie moja niechęć do Suðuroy bierze się z mojego zawodu, który uprawiam i dla mnie wrażenia, które tam są, są niewspółmierne do ilości czasu, który jest na to wszystko poświęcony. Mam zawsze takie wrażenie, że ten czas, a ten czas na Wyspach Owczych jest zawsze ograniczony, można spędzić, spożytkować dużo lepiej. To też wynika z moich przygód na Suðuroy. Ilekroć tam jestem, zawsze coś się dzieje. Pierwsza wizyta na Suðuroy, jestem z grupą, ciekawą grupą, bo to była ekipa starszych przyjaciół i nie mogliśmy znaleźć restauracji. Wylądowaliśmy w Centrum Informacji Turystycznej w Tvøroyri i dwie panie przygotowały nam obiad po weselu, które było dzień wcześniej. To było niesamowite!

[KE] No widzisz! I jak tu nie kochać Suðuroyczyków?

[ŁŁ] Pamiętam, że podzieliłem się moją opinią o Suðuroy, zresztą Ci chyba o tym wspominałem, z Sigmundem, czyli właścicielem RIB 62 i nie wiedziałem wtedy, że on jest z Suðuroy i ze skwaszoną miną rzuciłem krzywym tekstem…

[KE] Cóż za faux pas!

[ŁŁ] To było faux pas straszne! I widziałem w jego oczach, że go to zabolało, ale następnym razem przywiozę mu jakąś żubrówkę i będzie ok. [śmiech] [KE] A ja myślę, że niestety za swój niewyparzony język możesz zapomnieć o zniżkach!

[ŁŁ] Właśnie! Chyba tak, na pewno to się jakoś źle skończy, choć miejmy nadzieję, że nie. Ale Suðuroy rzeczywiście… to co mamy na Suðuroy? Z jednej strony mamy po drodze to co powiedziałaś, widok na Lítla Dímun jest niesamowity! To niesamowita wyspa i bądźmy szczerzy, ty Kinia, tyle lat jesteś na Wyspach Owczych, ja od tylu lat tam jeżdżę, to nawet nie otarłem się o możliwość, żeby tę wyspę wyeksplorować. Nie ma takiej możliwości. Ale mamy też tam klify, bardzo wysokie klify na zachodnim wybrzeżu Suðuroy, na które można wjechać autem w zasadzie…

[KE] Tak, dokładnie!

[ŁŁ] …jadąc starą drogą do Akraberg. Co jeszcze? Mamy kopalnie węgla kamiennego, do których za bardzo nie można wchodzić bo to są pewnego rodzaje sztolnie, ale robi to fajne wrażenie. I co? Dla mnie to są te dwa miejsca. Czy coś jeszcze? A no Fámjin! Rzeczywiście, kościół w Fámjin, gdzie przetrzymywana jest, gdzie wisi farerska flaga. Ona wymaga od Was, jeśli już tam dotrzecie, pewnego rodzaju działania, dlatego że ten kościół jest zamknięty. Musicie znaleźć jakiegoś Farera, co też nie jest łatwe w tej miejscowości, gdzie mieszka teraz chyba 17 osób. Musicie znaleźć jakiegoś człowieka, który będzie wiedział kto ma klucz i musicie zorganizować ten klucz, więc to nie jest takie proste. Bądźmy szczerzy, wycieczka na Suðuroy zajmuje cały dzień. To jest od rana, od 6 do 22, to jest mniej więcej taki czas. Uciekamy z Suðuroy…

[KE] Ona jest możliwa tak naprawdę tylko w niektóre dni, jeżeli planujemy wycieczkę jednodniową, ponieważ czasami ten czas między promami jest zbyt krótki, także trzeba badać rozkład.

[ŁŁ] Dobrze! Lećmy dalej. Gásadalur. To jest kolejny…

[KE] Dolina gęsi! Dolina gęsi na Vágar.

[ŁŁ] Nawet jak teraz wymawiam tę nazwę to przechodzi mnie delikatny dreszcz. Kocham to miejsce! Kocham to miejsce i uwielbiam to czego tam doświadczam i przeżywam. Naprawdę bardzo to lubię i przeżywam tam z roku na rok coraz więcej. Zresztą moja przygoda z Wyspami Owczymi zaczęła się od próby dostania się do Gásadalur. Piękna miejscowość, która myślę, że pchnęła wielu ludzi do tego, by przyjechać na Wyspy Owcze kilka lat wcześniej. Musicie wiedzieć, że w 2007 roku uruchomiono tam tunel. Tunel do miejscowości, gdzie mieszkało 12-13 osób, miejscowości do której nie można się było dostać, nie można było wybudować drogi w inny sposób, bo to jest taka półka, dolina położona na wysokim klifie, otoczona bardzo wysokimi górami z trzech stron. Od strony oceanu nie można było wybudować tam portu, bo to był około 50 cio metrowy klif, więc była pewnego rodzaju wyspą na wyspie. Odsyłamy Was do książki „81:1 Opowieści z Wysp Owczych”, jeśli chcielibyście poznać jakiś kontekst kulturowy i ludzi. W książce Marcina i Maćka można to przeczytać. Ale dlaczego warto tam pojechać pod względem estetycznym? No oczywiście po to, żeby zobaczyć wodospad. Wodospad to jest jedna rzecz, ale bardzo mocno zachęcam Was do tego, żebyście przeszli się nowo wybudowaną ścieżką na ławkę, która jest w północnej części miejscowości, również z fenomenalnym widokiem. Otwiera się fenomenalny widok na Mykines, otwiera się widok na Tindhólmur… kosmiczne… kosmiczne widoki! Jeżeli będzie Wam mało, to warto przejść się starym farerskim szlakiem z Gásadalur do Bøur. Ten szlak zajmuje około 1,5 godziny nie spiesząc się zanadto, ale pojawiają się widoki, które są nie z tej ziemi. To jest nie tylko widok bajkowy na dolinę Gásadalur, z wysokości około 400 metrów, bo macie do pokonania około 400 metrów w górę i później w dół, ale przechodząc przez górujące wzgórze po drugiej stronie macie widok na Tindhólmur, macie widok na cały fjord nad którym czasami przelatują samoloty na nieodległe lotnisko. Robi to fenomenalne wrażenie i bardzo mocno polecam przejść się tym szlakiem pod jednym warunkiem! Pod warunkiem oczywiście dobrej pogody, pod warunkiem, że mgła, niska chmura nie będzie na tym szlaku zalegać, bo jeżeli będzie to szczególnie na zejściu, czyli od strony Bøur robi się niebezpiecznie, bo idzie się wzdłuż krawędzi klifu i może być nieprzyjemnie.

[KE] No właśnie chciałam Cię zapytać, jak oceniasz trudność tego szlaku? Bo ja nie przemierzyłam go nigdy, także ciężko mi sobie wyobrazić. Jak oceniasz trudność, stopień trudności?

[ŁŁ] Porównałbym go z trudnością wejścia na Slættaratindur. On jest trudny. On jest z każdej strony trudny. No dobrze, to opowiedzmy o nim. Od strony Gásadalur idzie się w pierwszym momencie zakosami, taką Z-ką, takimi zakosami, które mają 10 metrów długości i co 10 metrów się skręca i idzie się takim żlebem kamiennym i trzeba uważać, dlatego że idąc grupą można sobie zrobić krzywdę. Ten kto idzie pierwszy, może poruszyć jakiś kamień, spadnie mała lawina kamienna i to jest trochę niebezpieczne. Jest bardzo, bardzo stromo. Na krótkim odcinku pokonuje się w górę 400 metrów i to nie jest łatwe. Bardzo polecam dwa kijki! A na zejściu też mamy 400 metrów do pokonania, ale to jest jednak rozłożona na troszeczkę innym dystansie i jest trochę łatwiej. Ale znowuż na zejściu można się łatwiej zgubić. Może zgubić się tam nie zgubisz, bo po prostu idziesz w górę, ale przestrzegam przed trzymaniem się niektórych ścieżek, bo są tam ścieżki wydeptane przez owce i te ścieżki mogą was zaprowadzić na krawędź klifu. We mgle jest to bardzo niebezpieczne. Tyczki, które są tak porozkładane wzdłuż prawidłowej ścieżki, czasami nie są widoczne, czasami są przewrócone przez owce. Trzeba się tam wybrać wyłącznie w dobrą pogodę, ale dla osób, które mają kondycję jest to super, super miejsce. Nie wybierałbym się tam z dziećmi, absolutnie! To jest miejsce dla ludzi, jestem z Wrocławia, więc mogę porównać to klimatu z Karkonoszy i ludzi którzy z Karpacza byli w stanie wejść na Śnieżkę, albo z Domu Śląskiego wejść na Śnieżkę. No to jest jednak jakiś wysiłek! To nie dla wszystkich!

[KE] Jasne! Ale skoro jesteśmy w klimatach górskich, to może przeskoczmy do kolejnej miejscówki, mianowicie najwyższy szczyt Wysp Owczych Slættaratindur, 880 m. n.p.m. Nie jestem w stanie obiektywnie wypowiedzieć się o tym szlaku, ani o tym miejscu, ponieważ jak wspomniałam poprzednio, nie cierpię chodzić po górach. Byłam tam tylko raz i nie wybieram się tam znowu. Może oddam lepiej Tobie głos.

[ŁŁ] Tam wielokrotnie miałem sytuacje, które mnie zaskakiwały. Szliśmy bez nadziei, że cokolwiek zobaczymy. Szliśmy po prostu pod górę i nagle okazało się, że chmura, która wydawało nam się, że zakrywa cały szczyt, jest poniżej wierzchołka, więc wchodząc na wierzchołek pojawiają się wyspy samych szczytów. Robi to fenomenalne wrażenie! Kiedyś jeden z turystów porównał to do beskidu wyspowego. Ta nazwa, beskid wyspowy, odnosi się do tego, że ze względu na klimat, ukształtowanie terenu bardzo często chmury zalegają w dolinach odsłaniając tylko wierzchołki i rzeczywiście tak to tam wygląda. Ale kiedy macie to szczęście i pogoda jest bezchmurna to tego nie da się porównać z niczym innym. To jest przecudowny, fenomenalny widok! Bardzo fajne jest też to, że jest dość blisko do oceanu, więc czujecie się jak na wieżowcu, który ma 880 metrów wysokości. Przestrzeń poraża! Poraża skala tej przestrzeni. Ktoś, kto ma lęk przestrzeni może mieć problem, szczerze mówiąc. Szlak jest stromy, ale jest stosunkowo łatwy, bo wchodzi się w przełęczy, która jest na wysokości około 500 ciu metrów. Zajmuje to około 1,5 h w jedną stronę. Można się zdecydowanie zmęczyć. Nie przypominam sobie żadnego z moich turystów, którzy w połowie drogi by zrezygnował. Na samo podejście na szczycie wchodzi się na taki przedwierzchołek z którego też jest bardzo fajny widok, ale nie wolno się tam zatrzymać! Można tam sobie zrobić przerwę, ale nie wolno tam odpuścić. Trzeba wejść na sam szczyt, który jest mniej więcej wielkości boiska piłkarskiego, taka odkryta skała. Trzeba wiedzieć w którym miejscu wejść, bo tam jest taki delikatny labirynt skalny, ale oczywiście jest to do zrobienia, nie zgubicie się tam. Mówiąc krótko, bardzo, bardzo, bardzo mocno polecam, to też jest „must” po prostu.

[KE] Dobra! W takim razie naszą listę zamyka wyspa, wysepka Nólsoy

[ŁŁ] Ok! Więc jesteśmy na Nólsoy. Ja na Nólsoy byłem pierwszy raz w zeszłym roku, więc bardzo słabo. Przedmieścia, można powiedzieć, Tórshavn. Jesteśmy na takiej wyspie, która…

[KE] Powiedzmy może, że jest to najgęściej zaludniona wyspa zewnętrzna, czyli wchodzi ona w skład peryferyjnych wysepek, odizolowanych. Mieszka na niej około 200 osób i rzeczywiście można uznać Nólsoy za przedmieścia Tórshavn. Będąc na Nólsoy możemy obserwować przepiękną panoramę stolicy. Poza tym od czasu do czasu odbywają się tam koncerty, wydarzenia, między innymi Ovastevna, jest to taka mikro, mikro Ólavsøka, lokalna. Od pewnego czasu działa tam również Maggie’s bar, gdzie można natrafić na wydarzenia muzyczne, wypić lokalne piwo, zjeść coś dobrego. Takie pół dnia na Nólsoy uważam za dobry pomysł. Osobiście podoba mi się ta wyspa. Nie uważam, że jest to must-see, ale jeżeli macie akurat pół wolnego dnia i nie wiecie co ze sobą zrobić, a obeszliście już wszystkie kąty w Tórshavn, to Nólsoy jest na pewno świetną alternatywą.

[ŁŁ] Tak! Tak, jest! Oczywiście mam w głowie wiele miejsc, które przedkładam nad Nólsoy, ale rzeczywiście gdybym trafił na brzydką pogodę i do końca nie wiedział co ze sobą zrobić to chyba popłynąłbym właśnie na Nólsoy. Maggie’s bar o którym mówisz, warto chyba wspomnieć też o tym, do kogo należy ta knajpka. Zresztą klimat jest niesamowity, w przyziemiu domu jednorodzinnego jest jedna z bardziej kultowych knajp, gdzie odbywają się koncerty, na ścianach banknoty z całego świata, są również nasze 1000 złoty z Kopernikiem sprzed wielu, wielu lat. Na Nólsoy warto też zobaczyć łódź Dianę Victorię, słynnego Ove Joensena, który tą łodzią wiosłową przepłynął z Wysp Owczych do Kopenhagi, to farerski bohater narodowy. Z Nólsoy pochodzi też Nólsoyar Páll. Generalnie ważne miejsce. Ważne też dlatego, że Tórshavn powinno być bardzo wdzięczne Nólsoy za to że istnieje, bo gdyby nie Nólsoy to myślę, że Tórshavn nie byłoby stolicą, bo stolica jest właśnie od strony wschodu, czyli komunikuje się z Danią, Kopenhagą.

[KE] No tak, a Nólsoy pełni rolę takiego wału… wała [śmiech] [ŁŁ] Tak, wała…[śmiech] Takiego falochronu zdecydowanie i sprawia, że Tórshavn jest bezpiecznym portem. Jeżeli pogoda jest piękna warto wybrać się szlakiem na latarnię na Nólsoy.

[KE] Ona jest na południowym krańcu Nólsoy.

[ŁŁ] Tak! I ta wycieczka zajmuje ze 2-3 godziny. Tam jest wielka kolonia nawałników burzowych, takich ptaszków. Ci z Was, którzy by się zdecydowali, żeby zobaczyć Nólsoy od strony wody, też macie taką możliwość wybierając się na wycieczkę RIBem. Dobrze, słuchajcie, bardzo Wam serdecznie dziękujemy. To było nasze subiektywne zestawienie topowych atrakcji Wysp Owczych.

[KE] Za nami atrakcje mainstreamowe, bardzo dziękujemy za dzisiaj i Vit hoyrast!

[ŁŁ] Do usłyszenia! Siemanko! Za dwa tygodnie się słyszymy!

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments