TOP
Urbanizaja -wyzwanie dla społeczeństwa Wysp Owczych
Urbanizaja -wyzwanie dla społeczeństwa Wysp Owczych
Urbanizaja -wyzwanie dla społeczeństwa Wysp Owczych
Urbanizaja -wyzwanie dla społeczeństwa Wysp Owczych
Społeczeństwo

“Urbanizaja -wyzwanie dla społeczeństwa Wysp Owczych”

Urbanizaja -wyzwanie dla społeczeństwa Wysp Owczych

Dynamiczne zmiany w sposobie myślenia i stylu życia Farerów rozpoczęły się w okresie brytyjskiej okupacji podczas II Wojny Światowej. Dotychczasowy styl życia mieszkańców archipelagu, oparty na skromnej samowystarczalności, zaczął ulegać zmianie. Farerowie zapragnęli korzystać z dobrodziejstw współczesnej cywilizacji zdając sobie jednocześnie sprawę ze stojących przed nimi wyzwań.

Choć dla Polaków słowo „okupacja” brzmi dość złowieszczo, to Farerom pobyt Brytyjczyków na archipelagu kojarzy się raczej pozytywnie. Uzyskana samorządność, możliwość eksponowania symboli narodowych czy wreszcie zyski z handlu islandzkimi rybami, które Farerowie dostarczali na Wyspy Brytyjskie, rozbudziły na nowo farerskie poczucie odrębności i tożsamości narodowej. Dzięki Brytyjczykom nastąpił swego rodzaju skok cywilizacyjny. To oni wybudowali jedyne jak dotąd lotnisko oraz zalążek infrastruktury drogowej. Ich wpływ na kulturę i życie społeczne widoczny jest do dziś, a najlepszy komentarz do wspólnych farersko-brytyjskich relacji stanowi 150 mieszanych małżeństw, które zawarto w tamtym okresie. Wyspy Owcze otworzyły się na świat i nie było już od tego odwrotu. 

Działania zorganizowanych Brytyjczyków uświadomiły Farerom znaczenie infrastruktury dla rozwoju społecznego i gospodarczego ich małej ojczyzny. Ze względów środowiskowych największym problemem była kwestia komunikacji między odizolowanymi częściami archipelagu. Powołany w 1948 roku Aktem Samostanowienia farerski rząd postanowił stawić czoło temu wyzwaniu. Korzystając z duńskich funduszy, rozpoczął w połowie lat 50–tych realizację ambitnego planu stworzenia na archipelagu jednego systemu aglomeracyjnego, czyli połączenia jak największej ilości farerskich osad siecią dróg, mostów i tuneli. W efekcie wskaźnik długości tuneli drogowych w stosunku do liczby mieszkańców jest tu najwyższy na świecie. Do dziś wybudowano ich 14 o łącznej długości niemal 42 kilometrów. Największą chlubą Farerów są oddane w 2002 i 2006 tunele ułożone pod dnem Atlantyku łączące wyspy Vágar i Streymoy oraz Eysturoy i Borðoy. Ich łączna długość przekracza 10 kilometrów, a budowa o mało co nie zrujnowała farerskiej gospodarki. Dla porównania najdłuższy dotychczas wybudowany tunel drogowy w Polsce ma 678 metrów i został oddany do użytku w 2010 roku.

O wymiarze farerskiego przedsięwzięcia nie świadczy jednak długość wybudowanych tuneli ale ich usytuowanie. Dla Europejczyka, który choć raz samochodem forsował Alpy, kilkukilometrowy tunel nie budzi większych emocji. Sytuacja się zmienia, gdy okazuje się, że tunel wybudowano dla kilkunastu osób mieszkających po drugiej stronie góry.

Powrót do przyszłości

W 2005 roku ukończono budowę Gásadalstunnilin, tunelu o długości 1410 metrów, który połączył odciętą od świata osadę Gásadalur z resztą archipelagu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że Gásadalur zamieszkiwało w tamtym okresie jedynie 15 osób. Osada położona w głębokiej dolinie u zachodnich wybrzeży wyspy Vágar stanowiła do niedawna symbol odizolowanego stylu życia. Pomimo dobrych warunków do rozwoju rolnictwa następowało powolne, ale systematycznie wyludnianie. Trudno się temu dziwić, skoro stałą komunikację ze światem zapewniał jedynie trudny górski szlak o przewyższeniu 400 metrów będący, do wybudowania tunelu, dużą atrakcją turystyczną. W ciągu pięciu lat od uruchomienia drogi, do Gásadalur sprowadziło się 6 kolejnych mieszkańców, którzy mogą już zaparkować swój samochód pod domem, a nie na początku górskiego szlaku.

Przykład Gásadalur nie jest odosobnionym wyjątkiem. Podobna inwestycja drogowa została zrealizowana na przełomie lat 70 i 80 tych XX wieku na wyspie Kalsoy. Cztery miejscowości zamieszkane w tamtym okresie przez 121 osób, rozrzucone wzdłuż całej wyspy, połączono drogą, która na przestrzeni około 6 kilometrów biegnie trzema tunelami. Pomimo milionów koron wydanych na tą inwestycję Kalsoy systematycznie się wyludnia, a wszystko przez brak drogowego połączenia z resztą archipelagu.

Choć tego rodzaju polityka budzi ekonomiczne wątpliwości, to z punktu widzenia procesów społecznych może się sprawdzić. Oceni to historia, która jak dotąd jest bezwzględna dla odizolowanych osad archipelagu.

Trwałe symbole wyludnienia

Najsłynniejszym z nich jest zapewne Slættanes na wyspie Vágar. To efekt popularnych wycieczek morskich wzdłuż klifów Vestmannabjørgini, do których droga wiedzie tuż obok opuszczonej osady. Wytrawny turysta zwróci uwagę na współcześnie wyglądające zabudowania, których na większości map poglądowych próżno szukać. Pierwsi mieszkańcy osiedlili się tam w 1835 roku. W okresie największego rozkwitu (w latach 1945-50) liczba ludności nie przekraczała 130, ale przeciętnie oscylowała wokół 70. Funkcjonowała szkoła oraz mały urząd pocztowy. Przez krótki okres utrzymywano także codzienne połączenie morskie z Vestmanna – miejscowością leżącą po przeciwległej stronie cieśniny Vestmannasund. Ze względów ekonomicznych Slættanes nie została zelektryfikowana, nie powstała także droga. Leżała zbyt daleko od pozostałych osad na Vágar. Ostatni mieszkańcy opuścili wieś w 1965 roku, ale pozostawione domy są nadal pod stała opieką. Historia jakich wiele na Wyspach Owczych, jednak dla turysty Slættanes jest miejscem wyjątkowym. Warto je odwiedzić nie tylko ze względu na przygodę towarzyszącą zwiedzaniu opustoszałej osady. Uchodzi ona za jedną z najpiękniej usytuowanych na Wyspach Owczych. Miejscowość nie powinna być jednak celem samym w sobie. Największą atrakcją są bowiem prowadzące do niej szlaki. Ten najciekawszy zaczyna się w Gásadalur. Jest trudny i wymagający, ale zapewnia niezapomniane wrażenia. Najrozsądniej skorzystać z pomocy miejscowego przewodnika, który nie pozwoli się zgubić, a ponadto zapewni możliwość spędzenia nocy w jednym z opuszczonych domów. Do Slættanes można dostać się także w ramach wycieczek organizowanych z przeciwległej Vestmanna, jednak w ten sposób traci się ogrom niezapomnianych wrażeń.

Wspominając Slættanes, nie można pominąć Víkar, malowniczej osady usytuowanej w nadmorskiej dolinie w pobliżu szlaku Gásadalur – Slættanes na wyspie Vágar. Pierwsi osadnicy przybyli tam z Gásadalur w 1833 roku. W trudnym górskim terenie nigdy nie wytyczono drogi między miejscowościami, a jedynie wąską ścieżkę zboczami góry Árnafjall – najwyższej na Vágar. Utrudniona komunikacja miała oczywiście wpływ na wyludnienie osady jednak nie była jego bezpośrednią przyczyną. Wyjątkowo krótka historia Vikar wiąże się przede wszystkim z morską tragedią, która pochłonęła życie większości mężczyzn zamieszkujących osadę. Osamotnione kobiety z dziećmi postanowiły opuścić wieś i powróciły do Gásadalur w 1914 roku. Do dziś stoją tam dwa domy, które podobnie jak w Slættanes, pozostają pod stałą opieką swoich właścicieli i czasami są udostępniane turystom.

Równie tragiczna historia dotknęła wieś Skarð położoną na wschodnim wybrzeżu Kunoy. Tuż przed wigilią w 1913 roku z morza nie powróciła większość mężczyzn łowiących wspólnie nieopodal wyspy. Pozostałym mieszkańcom trudno było sprostać ciężkim warunkom życia w osadzie i w kilka lat od tragedii opuścili Skarð. Ich nowym domem stała się osada Haraldssund, usytuowana tuż nad wąską cieśniną, zapewniającą łatwą drogę do pozostałych części archipelagu. Pomimo ciekawej przeszłości, Skarð nie jest zbyt często odwiedzana przez turystów. Zapewne dlatego, że sama w sobie nie stanowi wielkiej atrakcji. Kamienne zabudowania, a właściwie ich pozostałości zarastające powoli trawą, sprawiają wrażenie opuszczonych od wieków. Turyści zazwyczaj oglądają osadę z wysokości 600 metrów z przełęczy Skarðsgjógv. Tworzy ona charakterystyczny, u-kształtny wyłom w zwartym paśmie górskim ciągnącym się na długości całej wyspy Kunoy. Ci, którzy się tam wdrapią, rzadko decydują się na schodzenie stromą ścieżką w dół. Tą drogę co najmniej raz w tygodniu pokonywali mieszkańcy Skarð wybierający się na niedzielną msze do osady Kunoy. Jednak celem większości turystów jest Kunoyarnakkur, najwyższy płaskościenny przylądek Europy (820 mnpm), znajdujący się na północnym krańcu wyspy. Pokonując ten trudny szlak ma się możliwość dostrzeżenia także Skálatoftir. To opuszczona miejscowość na zachodnim wybrzeżu Borðoy, biegnącym równolegle do szlaku. Ze względu na swoje usytuowane była opuszczana co najmniej trzy razy przed ostatecznym wyludnieniem w 1914 roku. Podobnie jak w Skarð, niewiele po niej zostało. Widoczne są jedynie niskie kamienne mury w miejscu kilku dawnych zabudowań. Do miejscowości nie prowadzi żaden szlak, a jedyną sensowną drogą wydaje się być forsowanie pasma górskiego od strony miejscowości Muli na wschodnim brzegu Borðoy.

Trwale opuszczoną osadę znajdziemy także na wyspie Kalsoy. To Blankskáli, która według źródeł pozostaje wyludniona najdłużej. Choć jej usytuowanie w południowo – zachodniej części Kalsoy nie powodowało trudności w komunikacji morskiej, to jednak drogą lądową nie sposób było się z niej dostać do żadnej innej zamieszkałej osady. Bezpośrednią przyczyna wyludnienia była kamienna lawina, która spadła na miejscowość w 1809 roku. Pomimo niewielkich zniszczeń wszyscy mieszkańcy opuścili feralną dolinę przenosząc się na wschodnie wybrzeże Kalsoy, gdzie założyli osadę Syđradalur.

Symbole współczesnych zmian

Miejscowości opuszczone przed laty nie są jednak symbolem procesów zachodzących na Wyspach Owczych obecnie. A takich nie brakuje. Zagrożone wyludnieniem są w większości osady odizolowane od dróg łączących z największymi ośrodkami miejskimi. Choć i od tej zasady są wyjątki. Takim wyjątkiem jest miejscowość Muli, położona na wschodnim wybrzeżu wyspy Borðoy. Pomimo drogi wybudowanej w latach 80-tych, nie udało się powstrzymać procesu wyludnienia. Nadal zameldowanych jest tam czterech mieszkańców, ale faktycznie opuścili oni miejscowość już kilka lat temu. Znamienny jest fakt, że dwa domy z Muli można obecnie oglądać w Duńskim Muzeum Narodowy w Kopenhadze, gdzie kilkanaście lat temu zostały przeniesione po uprzednim demontażu na archipelagu. Nieopodal Muli znajduje się Depil, kolejna miejscowość zagrożona wyludnieniem. Już raz, w początkach XIX wieku, została opuszczona, lecz po kilkunastu latach powrócili do niej mieszkańcy. Wiązało się to zapewne z faktem usytuowania nad brzegami cieśniny Hvannasund. Słynie ona z drewna pławnego niesionego prądem morskim z kontynentu i wyrzucanego na brzeg w bezpośredniej okolicy. Drewno stanowiło na Wyspach Owczych od zawsze towar deficytowy, więc mieszkańcy o byt nie musieli się martwić. Obecnie Depil zamieszkują tylko dwie osoby. Pomimo wybudowanej w latach 70- tych drogi do Klaksvik nic nie wskazuje na to aby mieszkańców przybyło.

Na Suðuroy, największej wyspie zewnętrznej, świadectwem postępującego wyludniania jest osada Víkarbyrgi. Choć badania wskazują, że jej okolica była zamieszkana już przez pierwszych irlandzkich osadników, czyli zanim na archipelagu pojawili się wikingowie, to obecnie zameldowana jest tu tylko jedna osoba. W rzeczywistości miejscowość jest opuszczona. Podobnie w Skarvanes na wyspie Sandoy. Roztacza się z niej ładny widok na niezamieszkałą wyspę Lítla Dímun. Oczywiście nie powstrzymało to wyludnienia, które nastąpiło w 2000 roku wraz ze śmiercią ostatniego mieszkańca. W statystykach nadal zameldowanych jest tam sześciu Farerów, choć już dawno opuścili oni miejscowość. Pozostawione domy służą jedynie za miejsce weekendowych wypadów. Warto odwiedzić Skarvanes chociażby po to, by zobaczyć jeden z ostatnich na archipelagu starych młynów napędzanych wodą z pobliskiego strumienia.

W ciągu ostatnich 30 lat proces stopniowego wyludniania odosobnionych zakątków archipelagu nabrał tempa. Najszybciej wyludniają się małe wyspy takie jak Hestoy, Skúvoy, Mykines, Svínoy i Fugloy. Utraciły w tym okresie średnio 30% mieszkańców. Choć budowa dróg, tuneli i mostów wiąże się z gigantycznymi wydatkami, to nie ma innego sposobu na powstrzymanie tego procesu. Walka o utrzymanie zrównoważonego zaludnienia archipelagu ma swój głębszy wymiar. Wyzwania postawione przed Farerami wraz z otwarciem na świat zmuszają ich do poszukiwania alternatywy wobec dotychczasowych sposobów gospodarowania. Od tamtego momentu, aż do dziś mieszkańcy Wysp Owczych zmagają się z próbą zdefiniowania nowych proporcji między tradycją, a nowoczesnością w niemal każdym aspekcie życia. Stawką jest nie tylko realne widmo wyludnienia, ale także utrzymanie farerskiej odrębności tak istotnej dla przetrwania małego narodu. Tę walkę toczą Farerowie, a za drogi i tunele w większości płacą Duńczycy.

co myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany.